Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

18.6.17

Utracone Niebo - rozdział 3

Znowu biegłem. Tym razem do grupy. Miałem ze sobą broń, którą jest potężna różdżka. 
Stworzyłem zaklęciem pochodnię i rozpaliłem ją. Dzięki temu widziałem coś w ciemnościach. Ciepło ognia ogrzało mnie trochę. Doskonale odnalazłem drogę. Poruszałem się zwinnie i szybko, co rusz zmieniając tunele. 
Mimo zmęczenia i przeszukania już wielu dróg, dalej dawałem z siebie wszystko, gnałem na złamanie karku. 
Zapamiętałem w całym labiryncie tej jaskini jeszcze jedno ciekawe, nieziemskie miejsce. Wielką salę ze świecącymi i pięknymi kryształami, które porastały ściany. Ładnie mieniły się. W moich wyobrażeniach tak cudownie błyszczały. 
Phoebe była nimi oczarowana. Najbardziej spodobały jej się małe błękitne kamyczki, które leżały spokojnie na drodze. Wzięła sobie jeden. A ja dostałem to na pamiątkę o niej. Mały i owalny przedmiot, który idealnie oddawał kolor jej oczu. 
Odnalazłem ich. Phoebe wpatrywała się w kamienie zadowolona. Nieznajomy, czyli Drake zdradził i dołączył do popleczników tego potwora, kiedy zrobiło się gorąco i niebezpiecznie. 
- Tchórz i zabójca bez serca – powiedziałem cicho. 
Otarłem łzy z kącików oczu. 
Tchórzliwie uciekł, zamiast walczyć z mężczyzną. Udowodnił w ten sposób jak nic niewartym człowiekiem był. Na własne oczy widziałem, jak dostawał różdżkę i przechodził inicjacje. Jak się bał, kiedy zabijał innych i jak ten strach stopniowo przechodził, przeistaczając się w radość z władzy, jaką posiadł.
Stał się tak zły, że nie mogłem na niego patrzeć. To on mnie gonił wtedy w lesie, tuż przed rzuceniem zaklęcia widziałem jak w biegu zrzucił maskę. Jego twarz wyrażała szaleństwo.
Teraz asystent przewodnika i Drake'a rozmawiali ze sobą wymieniając się anegdotami. Uśmiechnięci stali przy zachwycającej się cały czas Phoebe. 
Jeszcze normalni, jeszcze nieszaleni. Pomyślałem, że mógłbym to wszystko odkręcić, że na pewno znalazłabym jakikolwiek sposób, aby nie dopuścić do przerażającej i niebezpiecznej przyszłości. 
- Muszę ich powstrzymać – powiedziałem tak, aby mnie nie usłyszeli.
Sposób, który wymyśliłem wydawał się najprostszy. Zabić samego zabójcę, czyli człowieka, który zapoczątkował katastrofę. Pozostawałby jednak wtedy jeden problem. 
Moje sumienie wręcz krzyczało i nie pozwalało mi na ten haniebny czyn. Możliwe, że mordując tego nadal niewinnego człowieka, stałabym się nowym potworem, który stworzy nową, równie złą erę. 
Czy byłabym wstanie zabić człowieka, nawet tego najgorszego? Odpowiedź jest prosta. Nie dałabym rady. To zbyt trudne. Chcę uratować ludzi, a nie zabijać. Nie po to cofałem się w czasie. 

***

Zbliżyłem się do asystenta, a ten zaczął opowiadać historyjkę.
- Były kiedyś dwa rody, które kłóciły się zażarcie. Z kobieta z plemienia Wody, o imieniu Nadzieja zakochała się z wzajemnością w Szczerości - młodzieńcu z ludów Ognia. 
- Tak – potwierdziłem. Znałem tę historię na pamięć.
- Kochankowie nie mogli się jednak spotykać. Jednak znaleźli sposób. Magią Ziemi wybudowali ten oto labirynt. Wkrótce wybuchła wojna. Oboje zginęli. 
Wskazał ręką na stalaktyty. 
Ze znajomością magii wojny są okropne. Niszczą wszystko. Magia może być błogosławieństwem i przekleństwem.
- Ponoć każda miłość ta nowa, przyszła, nieodwzajemniona, czy też niespełniona staje się tutaj realna – powiedziałem. – Znaczy się tak czytałem na ulotkach.
- To takie romantyczne – dorzuciła Phoebe. 
Spojrzałem na dziewczynę i uśmiechnąłem się. Miałem ochotę ją uściskać.
- Szczerość i Nadzieja, jak się nie dawno okazało umieścili tablice, która informowała o tym, że magię otrzymają osoby kochające, aby nic nie stanęło na ich drodze do miłości. Aby przyszłe pokolenia mogły okazywać swoje uczucia i jednocześnie być ze sobą. Magia może zakończyć wojny, ułatwić także życie. Nadzieja marzyła o związaniu się z Szczerością. Pragnęła, aby inni nie mieli takich problemów. 
- Podobno każdy bez wyjątku, kto tutaj przebywa zostaje obdarowany magią, ale ona się nie uaktywnia – dodałem. – Ta para była bardzo łaskawa. - Dużo wiesz o tym miejscu, to zaskakujące – pochwalił mnie przewodnik.
- Dziękuję, to prawda. 
Poprosili jeszcze Ziemię, aby udostępniła drzewo, z którego robiono różdżki, ale o tym jeszcze nikt nie wiedział oprócz mnie. 

***

Bardzo szybko udało mi się opóźnić wycieczkę. Dałem radę zatrzymać asystenta w kolejnej kryształowej komnacie. Wyciągnąłem różdżkę i spojrzałem groźnie z nienawiścią na mężczyznę. Czułem jego niepokój i zdziwienie.
- Nie wiem, co z tobą zrobić – powiedziałem.
- Słucham? – odrzekł. – Wracajmy do przewodnika. Sami możemy się zgubić. Oddaj mi pochodnię, to zaprowadzę cię do reszty grupy. Na pewno są niedaleko i ich szybko znajdziemy.
- Oczywiście.
Podniosłem dłoń, wyszeptałem zaklęcie. Komnata obok została zasypana, tak, że do sali z magicznym drzewem nie można było się dostać. Kolejny czas i następny korytarz został zepsuty. 
Mężczyzna, kiedy usłyszał donośny huk, schylił się i skulił na ziemi, osłaniając głowę rękami.
- Chodź do mnie. Nie bój się, to tylko drobne trzęsienie ziemi, nic złego się nie dziej – próbował mnie uspokoić.
- Masz rację.
Nie mogłem się pogodzić z tym, że ten mężczyzna był jeszcze niewinny i nie popełnił żadnej zbrodni, a ja miałem go ukarać za coś, czego jeszcze nie zrobił. A co by się stało, gdybym się ugięła i pozwoliła mu teraz uciec? Czy świat nadal byłby normalny i bezpieczny? Na te pytania nie znałem odpowiedzi, ale cały czas krążyły mi pogłowie. 
Zastanawiałem się, co zrobić. Myślałem nad odebraniem mu magii, którą posiadł przychodząc do tej podwodnej jaskini. Miałem nadzieję, że zaklęcie samo pojawi się w mojej głowie, gdy będzie mi ono potrzebne. Tak, jak w chwili pościgu za mną. 
Drugą opcją była śmierć. Albo od zaklęcia, albo od pogrzebania tutaj żywcem. 
Spojrzałem na tego przestraszonego człowieka i już wiedziałem, co zrobię. 

Czytelnicy