Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

22.4.16

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 27

Tak. Żyję. Nowy rozdział. Update w obrazowaniu postaci :). Mam nadzieję, że Wam się podoba. Przepraszam i proszę o łaskę.

*enjoy!

Jedyne, co właściwie skłania mnie do wejścia do pokoju dziennego to kompletne znudzenie i problem ze snem. Jak łatwo się domyślić, odcięli mi dostęp do narkotyków. Kompletnie. Bezpowrotnie. Łotry. Nie żebym się tym zamartwiał. (A martwię się okropnie.) To oznacza, że muszę poznać innych ludzi. Śmieje się sam do siebie. Nie wiem dlaczego mam dobry humor. Powinienem być zły, rozgoryczony, obolały. Zabrali mi narkotyki. Ale mimo wszystko, śmieje się.
Od 5 minut stoję nieporadnie przed łukiem i zastanawiam się jak go otworzyć, ktoś jednak (na moje nieszczęście) mnie zauważa. Podbiega do mnie sprintem, jakbym miał się zaraz rozpłynąć w powietrzu i właściwie zwala mnie z nóg.
- Część - wykrzykuje mi w twarz.
Podnoszę wzrok zdziwiony, bo jednak ona przeszła przez zamknięte drzwi! Ale tu nie ma drzwi, tu jest łuk. (To wiele wyjaśnia). Kiedy wracam do rzeczywistości, jestem już na środku pokoju, a ona trzyma mnie za nadgarstek i nawija coś bez konkretnego składu, głownie tylko po to żeby mówić. Jej dotyk parzy - myślę. Wyrywam nadgarstek z jej uścisku, wykręcam jej rękę i podcinam. Dziewczyna wykorzystuje pęd, odwraca nas, aż w końcu uderzam plecami o posadzkę. Boli - myślę. Automatycznie moje ręce zawijają się wokół jej szyi i przystępują do duszenia. Przeklinam w myślach zdając sobie sprawę z tego, co robię. Odskakuje od niej jak oparzony i patrzę na swoje dłonie. To nowość - myślę. Słyszę jej śmiech. Podnoszę przerażony wzrok. Patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami. Są takie jasne - myślę. Przekręca głowę w bok. Jej uśmiech jest tak szeroki, że wydaje się być bolesny.
- Jestem Clementine, a to Marta - wskazuje dłonią na puste miejsce obok niej.
Kiwam głową najpierw do niej potem do pustego miejsca. Wstaję zdając sobie sprawę, że wciąż siedzimy na podłodze. To dziwne, ale nikt nie zwrócił na nas uwagi. Wyciągam kartkę i długopis z tylnej kieszeni spodni i powoli piszę, że nie mogę jeszcze mówić i że bardzo przepraszam. Bierze ode mnie kartkę niczym jakieś drogocenne kamienie, czyta i oddaje.
- Rozumiem - przytakuje krótko - Nie ma za co, to dla mnie prawie codzienność. - śmieje się znowu - Pewnie też chcesz, abym mówiła wolnej. - Dodaje po chwili namysłu.
Potakuję głową.
- Dobrze - uśmiecha się - Jak masz na imię?
'Aleksander' - piszę i znów podaję jej kartkę.
- O! Znam jednego Aleksa.  A to właściwie zabawna historia. Poznaliśmy się na uniwersytecie - znów zaczyna nawijać i nieumyślnie prowadzi mnie do najbliższego stołu.
Zaczyna mówić zbyt szybko, więc nawet nie staram się jej zrozumieć. Przyglądam się jej chudym, krótkim palcom, jak zwinnie obwiązują wokół siebie sznurek, potem rozwiązują i powtarzają czynność, i tak w kółko. Ona chyba nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Na chwilę przestaje, tylko po to, aby odgarnąć z twarzy długie, proste, blond włosy, potem powraca do przerwanej czynności. Przez chwilę zastanawiam się, jaki kolor mają jej oczy. To chyba jakiś bardzo jasny niebieski, może szary, w środku może trochę różowego. Ale najbardziej interesują mnie jej rzęsy, są tak jasne, że wydaje się, jakby były oszronione.
- ... Alek - zaciska blade usta w prostą kreskę, mocno się nad czymś zastanawiając - Ty ich widzisz, prawda?
'Kogo?' - Piszę.
- Nie jesteś tylko człowiekiem? Nie możesz być. Jesteś łowcą. - Widocznie nie oczekiwała ode mnie żadnej odpowiedzi.
Zamyka usta i pierwszy raz odkąd ją poznałem zapada pomiędzy nami cisza. Z jej ust znika uśmiech, czoło się wygładza. Wygląda bardzo poważnie. Intensywność, z jaką mi się przygląda, sprawia, że chcę uciec. Przez chwilę poważnie rozważam schowanie się pod stołem.
- Zamknij się! - Wykrzykuje wreszcie tak głośno i z taką złością, że podskakuję z miejsca na dobre 10 cm, a cała sala na chwilę milknie.
- Co? - Rozgląda się jakby wyrwana z transu - Ahhh... - Znów uśmiecha się szeroko i macha ręką - Marta - tłumaczy lakonicznie. Po chwili wzdycha i opiera podbródek na dłoni, na którą ma nawinięty sznurek - Czasami jest taka miła. Serio, to ona podsunęła mi pomysł zapoznania się z tobą. I patrz jak teraz sobie tu przyjemnie rozmawiamy. Ale przez resztę czasu opowiada mi takie okropne rzeczy...
'Kim jest Marta?' - Pytam.
Wzrusza tylko ramionami.
- Nie wiem - odpowiada spokojnie - Nigdy jej nie widziałam. Ale czuje jej obecność, więc musi istnieć - uśmiecha się - Słyszę jej głos. Ma taki ładny głos, wiesz? Jakby zawsze szeptała do moich uszu, ale słychać ją tak wyraźnie i delikatnie.
Przed oczami staje mi obraz Jego, którego nie widziałem już tak długo.
'Skąd wiesz?' - Kolejne wzruszenie ramionami.
- Czuję. Po prostu czuję. Jej gorący oddech na karku i podmuch powietrza, kiedy szepcze. Jej dotyk - zastanawia się na chwilę - Jest taki... dziwny. - Uśmiecha się rozmarzona, nie patrzy na mnie, ale jest już gdzieś daleko - Wywołuje mrowienie, jakby to była masa maluśkich szpilek... ale zawsze jej dłonie są zimne. A ja zawsze chciałabym ją objąć i ogrzać, ale nie mogę. - Prycha - Dlaczego ja nie mogę, co? - Marszczy czoło - A w ogóle, dlaczego oni mi nie wierzą, hm? Dlaczego? Przecież im udowodniałam po tysiąc razy. - Przyglądam się jej i tylko słucham. Robi się coraz później, a sala robi się pusta. Jeszcze godzina i wszyscy będą musieli być w swoich pokojach. - Przywieźli mnie tu prosto z misji w Afganistanie. A wiesz, jakie były nagłówki w gazetach następnego dnia? "Najlepszemu snajperowi Ameryki odbiła szajba." Tak mi się odpłacili za 10 lat służby. Zdenerwowali mnie. Dziwić się, że stałam się brutalna. Tak, zabiłam 3 swoich, ale co to za różnica, skoro zabijałam setki innych? Rozumiesz moje motywy, prawda? - Milknie, ale nie czeka na odpowiedź. Uśmiecha się znów. - A ty, dlaczego tu jesteś?
'Właściwie, nie jestem pewien' - skrobię powoli na kartce - 'Pewnie dlatego, że nie odróżniam rzeczywistości od snu'. Ona czyta to powoli. Na chwilę się zamyśla.
- Nigdy wcześniej nie spotkałam się z kimś, kto by nie widział centrum swojego problemu. Nie ważne jaki problem jest, jego środek jest tam gdzieś zapisany w nas, może we wspomnieniach. Jej ty jesteś taki młody... Ale cóż, chyba trzeba się zbierać - uśmiecha się - Do zobaczenia jutro - na chwilę milknie, a potem zabiera mi jedną kartkę i sama zaczyna coś na niej pisać.
Jej ruchy są szybkie i pisze normalne słowa, ale od tyłu, od prawej do lewej, tak, że normalnie da się je przeczytać od lewej do prawej. Po chwili podaje mi kartkę.
- To Marta - tłumaczy śmiejąc się - Ty jej nie słyszysz, więc postanowiła napisać. Dobranoc - wstaje i w podskokach wychodzi z pokoju.
Jedyne, co jest napisane na kartce to 'Dlaczego tak bardzo boisz się wspomnień, że musisz wymyślać inne?' ~ Marta.
Dlaczego wszyscy mi to wmawiają? Przeraża mnie to, ile o sobie nie wiem i tak bardzo pragnę się dowiedzieć, zintegrować z samym sobą i odzyskać to, co utraciłem - pewność i wiarę w siebie. Ale nie potrafię, a przynajmniej to jeszcze nie czas. Potrzebuję znacznie więcej czasu, ale on nie chce się zatrzymać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy