Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

23.1.16

O: Rutyna

*Enjoy!

Vincent nie jest zły. Pomimo, że siedzi na krześle w kuchni, już od dobrych trzech godzin. Był może troszkę na początku, ale po dwóch takich nocach, zaczął się zwyczajnie martwić. Trzy kolejne i większość uczuć odpływa, zostaje tylko zżerająca pustka i ogromna chęć wypełnienia jej. Nie siedzi oczywiście z czarnymi myślami, nie wydzwania, nie szuka, jest po prostu zmartwiony, że tak dobre wino się zmarnuje. Palcami wystukuje rytm na dębowym stole. Odgłos piosenki odbija się po pustym mieszkaniu i przynosi jeszcze bardziej ponurą atmosferę. Od czasu do czasu zerka na ciemny ekran wyświetlacza swojego telefonu, sprawdzając ile czasu mija. Ale dzisiaj sekundy niemiłosiernie się dłużą. Zegar wybija pierwszą i dla niego to właściwie nic nie znaczy. Będzie znaczyć dopiero, kiedy usłyszy odgłos samochodu podjeżdżającego pod dom i jak najcichsze kroki skradające się w jego głąb. Podnosi kieliszek i upija malutki łyczek wody, której sobie tam nalał, bo przypomina mu to dzieciństwo, jako jedyny nie chciał pić. Nie zbyt wiele się zmieniło. Słyszy dźwięk opon i zrywa się z miejsca prawie zrzucając kieliszek na podłogę, przeklina w myślach swoja ciamajdowatość. Tym razem nie jest inaczej. Samochód przystaje, ale kierowca nie wyłącza silnika. Ktoś wypowiada parę niewiele znaczących słów, potem samochód odjeżdża. Dwa kliknięcia zamków i drzwi otwierają się powoli, wpuszczając do mieszkania zimne powietrze. Vincent kieruje się słuchem i prawie na oślep trafia do małego przedpokoiku. Pierwsze co zawsze robi, to odbiera ciężką torbę od wysokiego, smukłego mężczyzny i odnosi ją do kuchni. Ten rutynowo stoi oparty o framugę, z oczami schowanymi za zwichrzonymi, ciemnymi włosami, niczym małe dziecko, które wie, że czeka je kara.
- Vinc - mówi mężczyzna w drzwiach słabo - Nie powinieneś... Ja nie powinienem... Przepraszam...
Chłopak przerywa mu machnięciem dłoni i wymuszonym uśmiechem. Potem jak zwykle pomaga mu zdjąć płaszcz. Bez słów zakłada ramię wyższego na swoje barki i przyjmuje połowę jego ciężaru. Nie komentuje cichego syknięcia, stara się nie zauważyć zaciśniętej szczęki i spoconych dłoni. Zatrzymuje się w kuchni i pomaga starszemu powoli opaść na krzesło, podaje mu sztućce do rąk. Sam podchodzi do kalendarza ściennego i zaznacza dzisiejszy dzień czerwonym krzyżykiem.
- Trzeci raz w tym miesiącu - Komentuje bardziej sam dla siebie.
- Czas szybko leci - Słyszy za plecami.
Odwraca się i przez chwilę przygląda się swojemu narzeczonemu. Z perspektywy lat nic się nie zmienił. Te same splątane, ciemne włosy. Na pełnych, czerwonych ustach zawsze gości ten sam serdeczny, przepraszający uśmiech. Śmiesznie ściągnięte czoło, kiedy nad czymś myśli. Wyraźne przemęczenie widoczne w dołach pod oczami i wyjątkowo bladej twarz, zaciśnięta szczęka. Żadne leki nie zmienią stanu w jakim się znajduje. W tym się zakochał. Vincent macha przecząco głową odrzucając resztę myśli. Trzeba się cieszyć chwilą, prawda? W zamian podchodzi do ukochanego, odgarnia ciemne włosy i całuje go w czoło. Zwykła rutyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy