Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

27.11.15

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 25

Moje obrazy. Nawet nie wiem co przedstawiają, ale codziennie je maluję. Potem przychodzi uśmiechnięty pan o czekoladowej skórze i trawiastych oczach, zadaje pytania, na które odpowiadam automatycznie, bez zastanowienia się co znaczą, wymienia zamalowane płótna na czyste i wychodzi. Moja samotność mi nie przeszkadza. Samotność? - zapytalibyście, po czym dodalibyście z ironią - Przecież nie jesteś sam, a nawet jeśli, to jest to całkowicie twoja wina. Codziennie przychodzi do ciebie pan-płótno, cycasta pielęgniarka, którą za każdym razem pytasz o imię i przyrzekasz, że uwiecznisz ją na obrazie, ale nigdy tego nie robisz, niemy-a-jednak-mówiący doktor, zawsze pytający czy jesteś gotowy i ty zawsze zastanawiasz się nad znaczeniem tego pytania, i 'twoja rodzina' - wpuszczana rzadko, bo nigdy na to nie pozwalasz. Tyle okazji by z kimś porozmawiać, wyżalić się, ale ty z nich nie korzystasz. Tak jak powiedziałem. Lubię moją samotność i lubię wypełnianie pustych ram obrazów swoimi uczuciami, tak abym nie musiał ich odczuwać. I chociaż nie wiem co przedstawiają, wymalowuję w nich złość, bezsilność, krew, smutek, które tak dogłębnie widziałem od swoich narodzin, które od zawsze rozpierały mnie od środka. To taki mój sposób wyżycia się. I czasem tylko, wieczorami, kiedy leżę w swoim łóżku, a silne środki przeciwbólowe, do których tak bardzo się przywiązałem, przestają działać, zastanawiam się tylko czy kiedyś wyzbędę się tych uczuć, i jeśli ten czas nadejdzie, co mi pozostanie? Czy będę jeszcze w stanie kiedyś żyć normalnie? A potem myślę co to znaczy żyć normalnie, i czy kto ktokolwiek z nas żyje normalnie w tym popapranym świecie?
- Dzień dobry Alek - do moich uszu dochodzi słodki głos, a ja powoli odkładam pędzel do kubka z wodą.
Sztywnie wycieram ręce i odwracam się. W bezruchu obserwuję jak ładna, smukła postać stawia butelkę świeżej wody  na stoliku nocnym, potem sprawdza pościel i układa pomięte koce w idealną kostkę. Podnosi głowę i uśmiecha się wesoło.
- Jak się dzisiaj mamy? - pyta nie przerywając wykonywanej czynności.
Co masz na myśli?
- Dobrze. - wymyka mi się.
- Wyspałeś się? - Podchodzi i mokrą szmatka ściera zaschniętą farbę z mojej twarzy.
- Tak.
Noce są dla mnie jak momenty miedzy mrugnięciem. Zamykam oczy wieczorem i otwieram je z rana. Nie czuję żadnej różnicy. Czasem zastanawiam się czy czas w ogóle tu płynie.
- No dobrze. - odwraca się i niby przypadkiem palcami dotyka płótna. Uśmiecha się jeszcze szerzej i zaczyna nucić pod nosem. Przechadza się po pokoju jeszcze przez chwilę. Jest odpowiedzialna za sprawdzenie czy wszystko jest tu w porządku, czy niczego nie ukrywam. Staje przy drzwiach i odwraca się.
- Idziemy? - pyta wyciągając do mnie dłoń.
Posłusznie podchodzę do niej i pozwalam uczepić się mojego ramienia.
- Gdzie? - pytam tylko.
Czuję jak sztywnieje. Boi się, czy wzmacnia uścisk na wypadek gdybym próbował uciec? - przechodzi mi przez myśli.
- Przecież wiesz. - otwiera drzwi kartą.
Potem prowadzi mnie przez parę korytarzy, a ja tylko liczę mijanych ludzi i uważam, aby nie nastąpić na szparę pomiędzy płytkami. Wiem, że inni pacjenci patrzą na mnie krzywo, a lekarze traktują jak pięciolatka.
Pielęgniarka zatrzymuje się nagle.
- Tutaj - mówi.
Otwiera drzwi i prowadzi mnie do biurka, po czym odsuwa przeciwległe krzesło. Siadam na nim i podnoszę na nią wzrok czekając na instrukcje.
- Poczekaj tutaj - mówi - Doktor zaraz przyjdzie.
Uśmiecha się jeszcze raz i kieruje się do wyjścia. Zegar stojący na biurku wskazuje 16.17. Nagle przypomina mi się coś.
- Czek..! - Kobieta odwraca się ze zmartwioną miną - Jak masz na imię? - pytam dzielą każde słowo.
Przez chwilę stoi w bezruchu, potem uśmiecha się przelotnie.
 - Milena - mówi, po czym kłania się lekko i wychodzi.
Pomimo, że mija dobre 10 minut, wiąż siedzę na tym samym krześle. Nie rozglądam się po pokoju. Nie chcę. Wystarczy mi wiedza, że na ścianie po lewo wisi maska przeciwgazowa i nie ma tu okien, a on i tak jest w stanie tu wejść. Siada się pod ścianą, przyciąga kolana do piersi i zdenerwowany zagryza wargę. Jego oczy są pełne łez. Ile miał lat? Czternaście? Właśnie stracił młodszego braciszka. Przyglądam się swoim, roztrzęsionym palcom. W moim umyśle plączą się myśli. Jestem chyba zmęczony, nie jestem pewien, ale czuję jak moje ciało jest obolałe, jakby małe szpileczki wpinały się w moje mięśnie, nie pamiętam, abym brał dzisiaj tabletki. Zamykam oczy i opieram czoło o zimną powierzchnię biurka. Oddycham powoli i wsłuchuję się w jego świszczący, roztrzęsiony oddech. Dlaczego jestem tak zmęczony? Słyszę szczęk łańcuchów, czuję jak zimny metal zaciska się wokół mojej klatki piersiowej i skutecznie uniemożliwia oddychanie. Szelest, który znikąd rozbrzmiewa znikąd, robi się coraz głośniejszy. Mój oddech jest teraz krótki i przerywany. Moje nagie ciało jest takie zimne, tak okaleczone. Staram się jakoś rozgrzać zgrabiałe palce, pocierając je o siebie, ale przynosi to tylko ból z rany pocieranej o ranę, a odgłos łańcuchów uderzających o kamienną posadzkę, jest już nie do wytrzymania. Moje niegdyś piękne, lśniące blond włosy zmieniły w długie, brudne strąki, między którymi skaczą wszy. Łatwiej byłoby je ściąć, ale nikt na to nie pozwoli, nie mieli by za co mnie szarpać. Codziennie poniżany, bity, kopany. Łatwiej byłoby mnie ściąć, ale nie mieliby po czym mnie okładać pałkami. Niegojące się rany to nic w stosunku z poszarpaną psychiką. Kiedy w ciemności czają się kreatury, które przecież nie powinny istnieć, prawda? Jestem zakładnikiem, czy dlatego utrzymują mnie przy życiu? Syn światowego milionera, pewnie już dawno został uznany za zmarłego. Poszukiwania skończone. Śledztwo uznane za zamknięte. Więc po co żyję? Opieram zdarty policzek o zimną posadzkę i staram się nie myśleć o...
Ciepła dłoń zaciskająca się na moim ramieniu przywraca mnie do świata żywych. Mrugam kilka razy wciąż otwartymi powiekami. Nigdy nie położyłem głowy na biurku i wciąż siedzę na tym samym krześle, a zegar pokazuje 16.17. Kieruję wzrok na swoje palce, ale nie widzę na nich ciemnych, krwawych plam. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Powinienem się do tego już przyzwyczaić, prawda? Mówili, że to boli tylko za pierwszym razem. Obca, zimna macka, penetrująca mój umysł, to powinno wzbudzać we mnie przerażenie. Patrzę na nieporuszającą się klatkę piersiową mojego brata, który stoi teraz o wiele bliżej i aż sam nabieram ochoty na głęboki wdech i wydech. Czy jest coś bardziej przerażającego niż wewnętrzne poczucie pustki, kiedy się wie, że powinno się coś czuć. Przez chwilę jestem zbyt zaabsorbowany rytmem, który wybija moje serce, aby usłyszeć przenikającą mnie, obcą myśl.
"Wszystko dobrze? Coś cię niepokoi, prawda?" - doktor stoi obok, już od dłuższego czasu.
Nie jestem w stanie ogarnąć chaosu swoich myśli, więc tylko przytakuję głową. Jego dłoń przenosi się z mojego ramienia na czoło, rysuje na nim jakiś wzór, i moje myśli stają się nagle proste, przepływające spokojniej, uporządkowane, tylko, że jakby w języku, którego nie znam. Gładzi mnie przez chwilę plecach. Potem przystawia sobie krzesło i odkręca komputer w naszą stronę.
"Spróbujemy dzisiaj czegoś nowego. Wiem, że może to być szokujące, dlatego nie bój się przerwać w każdej chwili"
Wpisuje coś szybko. Jego palce są zwinne, długie i smukłe. Zastanawiam się czy grywa na pianinie. Na jego sinych ustach pojawia się cień uśmiechu. "W wolnym czasie, jeśli mam ochotę grywam, ale wolę fortepian". Dziwnie jest wiedzieć, że osoba obok słyszy wszystkie twoje myśli, nawet te, o których ty sam nie wiesz, choć z drugiej strony wie co czujesz i zrobi wszystko, aby pomóc, czy rozluźnić sytuację.
"Alek" odwraca się do mnie i sprawia, że patrzę się mu głęboko w te bezdenne, bezchmurne niebo. "Musimy porozmawiać o twojej rodzinie, a w szczególności o bracie"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy