Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

20.9.15

O: Poranki

Bardzo krótka, fluffy notka, od Ayumi dla wszystkich czytelników :3
*enjoy!

Kamil, w wieku swoich trzydziestu jeden lat, znał wiele źródeł szczęścia. Na ten przykład czekolada, albo sorbet truskawkowy, ewentualnie miły gest ze strony jego uczniów na politechnice. Ale mimo wszystko jego ulubioną częścią życia, było budzenie się przy równomiernym oddechu jego młodszego o dwa lata męża i możliwość trzymania go w swoich ramionach całe, weekendowe popołudnia.
Jego ulubiony doktor w nocy, swoimi niespodziewanymi ruchami, kilka razy prawie zepchnął go z łóżka, a aktualnie był rozwalony na jego 2/3, z jednym ramieniem przewieszonym przez głowę, zakrywając nim oczy, a drugim zaczepionym o nagi tors jego kochanka. Jego głowa, leżąca lekko ponad biodrem Kamila, była odrzucona do tyłu, jego usta otwarte i cichy świst wydobywał się z jego płuc. Kamil zaśmiał się, widząc go w tej pozycji. Po jego ciele przeszły ciarki, może dlatego, że Marek zabrał całą kołdrę, a może dlatego że przydługie, miedziane włosy łaskotały go po brzuchu. Marek obudził się z głośnym chrapnięciem, otworzył zaspane oczy, zrywając się nagle, rozejrzał po pokoju nieprzytomnie i po omacku odwrócił się, i wyszukał dłońmi źródło ciepła, po czym użył torsu Kamila jako poduszki. Ten prychnął tylko cicho obejmując chłopaka ramionami.
- Nie za wygodnie ci? - Spytał czując, jak włosy doktora łaskoczą go po szyi.
W odpowiedzi usłyszał tylko ciche, niezrozumiałe bulgotanie. Pogłaskał chłopaka go głowie delikatnie, po czym wziął jeden z lśniących kosmyków miedzy palce. Były zdecydowanie za długie.
- Muszę cię zabrać do fryzjera - mruknął cicho.
- Spróbuj tylko, a odetnę ci palce - tym razem głos był wyraźnie rozbudzony i miał w sobie coś z pogróżki, ale w kombinacji z poranną chrypką, brzmiał zbyt uroczo, przez co skłonił starszego do zaśmiania się.
Znał Marka nazbyt dobrze, aby wiedzieć, że nie da się go zaciągnąć do fryzjera częściej niż raz na rok. Na krótka chwilę między nimi zapadła komfortowa cisza tak, że powieki Kamila na powrót stał się ociężałe. Tylko zdążył je zamknąć, kiedy poczuł jak drugi chłopak widocznie nie ma zamiaru dać mu się wyspać, skoro on już nie śpi. Miękkie wargi, rozpraszająco powoli torowały sobie drogę w górę od obojczyka, przez szyję, zahaczając o jabłko Adama, linię szczęki, aż wreszcie zatrzymały się na lekko opuchniętych po ostatniej nocy ustach, pozostawiając na nich soczyste pocałunki. Te piękne, umięśnione ramiona starszego przyciągnęły go znacznie bliżej, a ciepła dłoń zaczęła lekko masować tył jego szyi. Dopiero nieznośny dźwięk budzika, sprawił, że Marek odsuną się od tych znajomych, pełnych ust z głośnym, niezadowolonym sapnięciem. O mało nie wywalając się, wyplątał swoje długie nogi z pościeli, wyłączył budzik i wstał przeciągając się. Ledwo zdążył zrobić jeden krok w przód, kiedy znajoma dłoń zacisnęła się na jego nadgarstku, uśmiechnął się tylko półgębkiem, kiedy został siłą pociągnięty, a jego plecy zderzyły się z miękkim materacem łóżka. Te same znajome usta obsypały jego twarz pocałunkami. Podniósł powieki tylko po to, aby zobaczyć uśmiechniętą twarz i wesołe iskierki w tych pięknych, zielonych oczach, okolonych czarnymi, długimi rzęsami.
- Niedziela - Kamil wyszeptał nieśmiało.
Marek uśmiechnął się szeroko, nigdy w życiu nie będzie potrafił się gniewać na to stworzenie. Ujął twarz Kamila i przyciągnął ją znacznie bliżej, tak aby ich usta dzieliła odległość zaledwie paru milimetrów.
- Kocham cię - wyszeptał tylko i połączył ich usta w długim, leniwym pocałunku. Zmienił ich pozycję, powoli przewracając Kamila, na plecy, a ten na szczęście nie stawiał oporu.
- I chcę zrobić ci naleśniki na śniadanie - uśmiechnął się, jeszcze raz cmokając ukochanego w nos, po czym się poniósł, zebrał z podłogi o wiele za dużą na niego koszulę Kamila, i założył ją na siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy