Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

1.8.15

O: Zatrzymaj czas

Hm... To nic związanego z moim głównym opowiadaniem, ale miałam ochotę napisać coś uroczego i no cóż... Wyszło mi... to... Serdecznie proszę o opinię w komentarzach i zapraszam do czytania :)

*enjoy!


Słyszę gładki i tak bardzo piękny w tej chwili głos aniołów wyśpiewujących słodką balladę, kiedy powoli idę poprzez pole obsiane złotem. Czuję zapach traw, a pod palcami przemijają mi pełne kłosy, uginające się pod ciężarem ziaren. Jednak widok ziem opływających mlekiem i miodem powoli zaczyna zanikać. Wraca mi świadomość.
Otwieram oczy i jeszcze przez krótką chwilę słyszę uroczą pieśń, ale po kilku minutach mrugania i starania się przyzwyczaić do ciemności, cały sen zanika. Wzdycham ledwo słyszalnie i sięgam ręką w bok, a kiedy nie natrafiam na nic innego jak prześcieradło i oplątaną wokół moich nóg kołdrę, przymykam oczy. Otwieram je na powrót i skanuję pokój w poszukiwaniu laptopa dającego ledwo dostrzegalną poświatę. Uśmiecham się spod poduszki, kiedy go dostrzegam. Siedzi na krześle zaraz obok biurka. Na jego kolanach spoczywa laptop. Głowę na lekko odrzuconą do tyłu. Jego palce cicho wystukują rytm na obudowie komputera. Zatrzymuje się, po czym otwierając ciemne oczy pochyla do przodu. Pisze coś na klawiaturze, potem znowu odchyla głowę i odsłuchuje na słuchawkach. Uśmiecham się patrząc jak zmęczony przeczesuje swoje czarne, geste, pół długie włosy, dłonią o długich, smukłych palcach, pozostawiając je sterczące w całkowitym nieładzie. W komputerowym świetle jego twarz wydaje się być jeszcze bledsza, a oczy jeszcze bardziej bezdenne niż zazwyczaj są. Patrząc na to jak idealnie układa się linia jego podbródka, kiedy zębami skubie dolną wargę, swoich pełnych, czerwonych ust, zastanawiam się jakim cudem zasłużyłem na to, aby mieć klucz do jego mieszkania, albo w ogóle na niego patrzeć. Prawie od razu przypomina mi się chwila, kiedy pierwszy raz go spotkałem. Było to trzy lata temu, kiedy przyjechałem do Ameryki w poszukiwaniu mojego przyjaciela z dzieciństwa. Zamiast niego, znalazłem jego zespół i w nim właśnie miłość mojego życia. Słyszę sfrustrowane westchnięcie i trzask zamykanego laptopa przywraca mnie na ziemię. Gabriel jest pochylony, a głowę ma schowaną w dłoniach. Z zamyślenia wyrywa go dźwięk jakiejś popowej piosenki wygrywanej przez jego telefon. Zrywa się, aby jak najszybciej go odebrać. Patrzy w moją stronę niespokojny, jednak nie jest w stanie dostrzec mojej twarzy, która aktualnie znajduje się pod poduszką. Przeczesuje ręką swoje włosy - uśmiecham się dostrzegając u niego ten tik.
- Czego? - warczy do aparatu przy uchu.
Z telefonu słyszę jakieś niezrozumiałe bulgotanie.
- Poczekaj, nie krzycz. Obudzisz Felka... - szepcze wychodząc z pokoju.
Feliks. Nie lubię swojego imienia, ale w jego ustach nawet tak durne zdrobnienie jak Felek brzmi uroczo. Wzdycham podnosząc się spod poduszek. Powinienem przestać udawać, ze śpię. Staję na nogi i od razu drżę, żałując, że wygrzebałem się spod ciepłej kołdry. Łapię się za ramiona i zamykając oczy, aby przypadkiem nie spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, przechodzę przez korytarz. Kiedy wreszcie znajduję się w salonie, otwieram oczy. Gabriel stoi przed oknem i z przedramieniem opartym o szybę rozmawia przez telefon. Podchodzę do niego po cichu i obejmuję go w pasie przylegając do niego całym ciałem. Czuję jak lekko podskakuje, a jego mięśnie nagle napinają się, lecz po chwili się rozluźniają. Moje zimne palce wędrują pod jego koszulkę i błądzą po jego wyrzeźbionym brzuchu. Prycha cicho do telefonu.
- Nie mam pojęcia, to twoja sprawa - mówi, odsuwając się od okna lekko.
Łapie mnie za nadgarstek i popycha na szybę. Uderzam o taflę szkła plecami. Puszcza moją rękę i palcami powoli podnosi mój podbródek, zmuszając mnie do spojrzenia w jego ciemne oczy. Śmieje się lekko do telefonu.
- Kup jej jakieś kwiaty, ale przede wszystkim z nią porozmawiaj... Nie mam pojęcia, my nie mamy takich problemów... - wzdycha lekko, głaszcząc mnie po policzku kciukiem.
Robi krok do przodu zmniejszając odległość między nami.
- Pięć minut minęło jakieś dwie godziny temu - mruczę cicho.
Gabe uśmiecha się złowieszczo.
- Obudziłeś go, stoi przede mną - mówi delikatnie, nachylając się.
Przykłada telefon do mojego ucha.
- Felicia? - słyszę Kai'a - Nie złość się na mnie, nie chciałem cię obudzić - w jego głosie słychać skruchę.
Widocznie dobrze pamięta, że mnie nie wolno budzić o niekonwencjonalnych godzinach. Uśmiecham się, lekko nadymając policzki. Gabe jest na tyle blisko, że czuję jego parzący oddech na szyi.
- Nie jestem zły - mówię cicho.
Słyszę jak tamten pozwala uciec powietrzu, które wyraźnie wstrzymywał.
- To dobrze, dobrze, a co do Gabrysia to uważam, że... - Gabe zabiera telefon, klika czerwoną słuchawkę, a potem rzuca go na fotel. Przechyla lekko głowę w bok.
- Jak długo mnie obserwowałeś? - pyta cicho.
Wzruszam ramionami, opierając dłonie na jego torsie. Mimo że jesteśmy razem dobre dwa lata, przy nim znika moja, cała pewność siebie. Czuję się taki malutki.
- Jak długo dla ciebie trwa pięć minut? - staram się wytrzymać jego spojrzenie.
Uśmiecha się lekko na tą odpowiedź. Podnosi mój podbródek jeszcze wyżej i łączy nasze usta. Pocałunek prawie od razu odbiera mi oddech, a za automatycznie zamkniętymi oczami wybuchają fajerwerki. Moje serce niebezpiecznie głośno wali o klatkę piersiową. Czuję jak jego wargi rozciągają się w uśmiechu, kiedy moje pięści zaciskają się na jego torsie. Drań. Robi kolejny krok do przodu i przyciska mnie do szyby całym ciałem. Jeśli nasi sąsiedzi jeszcze nie śpią, to mają niezłe widowisko, zwłaszcza, że sypiam w podkoszulku i bokserkach. Odrywam się od niego, bo potrzebuję złapać oddech. Kompletnie zapomniałem, ze mogę oddychać przez nos. Otwieram oczy i dostrzegam wyraz jego twarzy. Wcale nie uśmiecha się drwiąco, tak jak sobie to wyobrażałem. Jego oczy są pełne troski i zmartwienia, ale po części są też szczęśliwe. Podnosi drugą rękę i teraz trzyma moją twarz w obydwu dłoniach. Całuje mnie leciutko w nos, a potem w usta i uśmiecha się wyjątkowo uroczo.
- Jesteś piękny - mówi.
Czuję jak moje policzki robią się czerwone. Spuszczam wzrok, aby tylko nie patrzeć w jego oczy, bo wiem, że nie kłamie. Całuje mnie w czubek głowy, po czym odsuwa się łapiąc mnie za nadgarstek i prowadzi przed siebie.
- Wciąż nie wierzysz, że tu jestem, prawda? - szepcze zatrzymując się w ciemnym korytarzu.
Spuszczam głowę i przypatruję się swoim palcom u stóp. Czuję jak zachodzi mnie od tyłu i delikatnie pcha do przodu. Opiera się o mnie, kładzie podbródek na moim ramieniu. Sięga lewą ręką w bok i nagle pomieszczenie zalewa jasność. Powoli podnoszę wzrok mierząc się z naszym lustrzanym odbiciem. Patrzę w jego oczy niepewnie, a on uśmiecha się zachęcająco i delikatnie zaciska dłonie na moich ramionach. Skanuję swoje odbicie niepewnie. Długie nogi, chudy tors, silne ramiona, blada twarz i różowe, rozczochrane włosy - oto czym jestem. Moja twarz to różowe, małe usta, niepozorny nos i oczy. Właśnie. Fioletowe oczy. Mój wzrok od razu przesuwa się z nich na ciemne oczy Gabriela. Zastanawiam się przez chwilę jaki naprawdę mają kolor. Chłopak marszczy lekko nos jakby się nad czymś zastanawiał. Potem uśmiecha się nagle i patrzy prosto na mnie. Podnosi się lekko, po czym przykłada wargi do mojej szyi. Toczy ustami ścieżkę od mojego ramienia, aż po szczękę. Odwracam do niego głowę i uśmiecham się lekko, kiedy jego dłonie przesuwają się z moich ramion na moje biodra.
- Bun bun... Jesteś uroczy - stwierdza cicho patrząc mi prosto w oczy.
Marszczę nos i wyślizguję się z jego uścisku, po czym kieruję prosto do łóżka. Kładę się pod kołdrą i głowę jak zwykle chowam pod poduszkę. Gabriel stoi jeszcze przez chwilę osłupiały w przedpokoju, potem prycha cicho w rozbawieniu, gasi światło i powoli kieruje się do łóżka. Słyszę jak przez chwilę mocuje się z zamkiem błyskawicznym bluzki. Materac ugina się obok mnie nieznacznie, potem wszystko zamiera w martwej ciszy. Zamykam oczy. Mija dosłownie kilkanaście sekund, kiedy czuję jak poduszka podnosi się z mojej głowy. Potem ciepłe wargi przyciskając się do moich nieświadomych ust. Oddaję pocałunek automatycznie szukając ciepła. Wyciągam ręce i przyciągam jego biodra bliżej, aż znajdują się nade mną. Otwieram oczy, odrywając uta od ust Gabriela. On śmieje się, kładąc na chwilę głowę na mojej klatce piersiowej. Rozkoszuję się jego dźwięcznym głosem, czochrając mu włosy. Podnosi się. Jego włosy są na tyle długie, że grzywka zakrywa całe jego czoło i prawie wpada w oczy. Odgarniam je automatycznie i zatrzymuję się w połowie tej czynności, kiedy czuję jak Gabriel delikatnie kołysze swoimi biodrami. Wpatruję się w niego jak zaczarowany. Nasze ciała pasują do siebie idealnie.
- Jestem tu... I zawsze będę. - szepcze, jak gdyby mówił mi jakiś sekret, a jego oczy chowają się za grzywką.
Otwieram usta, ale zamiast coś powiedzieć, po prostu uśmiecham się, obejmuję go w pasie, przyciągam najbliżej jak jest to tylko możliwe i łączę nasze usta w długim pocałunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy