Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

30.5.15

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 22

Może wydawać się być nudny i bardzo za to przepraszam, ale raz na jakiś czas muszę, a tym bardziej przepraszam za potężny kawał czasu oddzielający ostatnią notkę od tej.

Z dedykacją dla wszystkich czytelników.

enjoy*

Sparaliżowany przez umysł, leżę bez ruchu. Mam zamknięte oczy, moja klatka piersiowa miarowo unosi się i opada, więc czemu czuję taki niepokój? Widzę się w trzeciej osobie. Siedzę zaraz obok swojego łóżka. Słyszę niespokojne bicie mojego serca z ciała leżącego na materacu. Przytulam kolana do klatki piersiowej i obejmuję je ramionami. Przeraża mnie to jak wiele istot przygląda mi się teraz. Rozpoznaję dziewczynkę, którą ostatnio widziałem we śnie. Patrzy na mnie z wyczekiwaniem. Przyprowadziła przyjaciół... Stoją dookoła łóżka i z zapartym tchem przyglądają się najmniejszym ruchom mojego ciała. Są też istoty nie z naszego świata. Próbuję przypomnieć sobie ich charakterystyczną nazwę. Mają długie, chude, smukłe ciała przyodziane w czarne szaty, a ich twarze zakrywają maski o długich zakrzywionych dziobach i ogromnych, muszych oczach. Przekrzywiają śmiesznie głowy na boki, niczym ciekawskie sępy, nie zbliżają się zbytnio, tylko obserwują, czekają. Mojry - przypominam sobie nagle. Nie pamiętam, co oznacza ich pojawianie się w snach, ale na pewno nic dobrego.
Głos, który dociera do mnie po kilku minutach, jest jak światełko w ciemnych tunelu. Otwieram powoli zaspane oczy. Ziewam przeciągle i po chwili zauważam znajome złote kosmyki przydługich włosów. Gwałtownie odwracam głowę. Nick uśmiecha się złośliwie, ale jakoś tak smutno.
- Cześć - mówię trochę zachrypłym, wciąż zaspanym głosem.
- Cześć - Uśmiecha się szerzej - Dziś dzień dobroci dla zwierząt - Pokazuje mi ciastko leżące na stoliku. Jest na wpół zjedzone.
Mrużę oczy. Śmieje się.
- Ciesz się, że całego ci nie zjadłem. Czekałem tu dobrą godzinę, a jedyną ciekawą rzeczą były pielęgniarki. Ty w ogóle masz wielkie szczęście, że tu leżysz. Zauważyłeś kiedyś, jak one kręcą pupami?
Uniósł brwiami znacząco. Uśmiecham się. Tak dawno go nie widziałem. Prawie się nie zmienił. Może przybyło mu trochę powagi, a może to po prostu zarost na jego przystojnej twarzy.
- Jak się masz? - Pyta zmieniając temat.
- Dobrze - kłamię.
Zauważa, ale postanawia to zignorować i wyciąga się na krześle. Zbyt dobrze mnie zna - przeklinam w myślach.
- Boże, ile ja się tu osiedziałem - mruczy, wyciągając ręce w górę.
Ścieram z oczu ostatnie resztki snu i ziewam przeciągle.
- Jak tam w domu? - Pytam poprawiając poduszkę.
- Okay. Izzy znalazła sobie nową zabawkę – „kolegę” i zaczęła wściekle ćwiczyć strzelanie z łuku i rzuty nożami. Mówi, że jak wrócisz, będzie lepsza i to ty będziesz się musiał uczyć od niej.
- Chyba marzy - prycham.
Śmieje się.
- Aktualnie pomaga Barbarze. Chciała jechać, ale Luck boi się zostawić Barbarę samą - ściągam brwi w niezrozumieniu.
- Czemu?
- Jest w ciąży - przekrzywia głowę - Nie wiedziałeś? - kręcę głową na nie - To teraz wiesz - wzrusza ramionami - Michał.... Oj Michał - wzdycha - Chyba sobie kogoś znalazł, ściślej mówiąc kogoś, kogo nie widzimy.... Odmawia brania leków.
- Nie zmuszacie go, prawda? - pytam.
- Nie.... Jasne, że nie. Nigdy bym się na to nie zgodził, zresztą gdybym go zmuszał, to byś mi potem nogi z dupy powyrywał, więc wolę nie ryzykować - zaplata przedramiona na piersi.
Wypuszczam powietrze z płuc i zaczynam się śmiać z jego obrażonej miny. Rodzina dobrze na mnie działa.
- A ty? Co ciekawego dzieje się w wielkim świecie gwiazdy rockowej, hm?
Marszczy brwi nieładnie, wzrusza ramionami.
- Nic, ćwiczę, przygotowują się do ceremonia poznania, na którą mam nadzieję, że do mnie dołączysz, bo nie chcę stać sam jak ostatni dupek na środku wielkiego kręgu - uśmiecham się wyobrażając sobie to, prawie o niej zapomniałem - A poza tym zmuszam Izzy do chodzenia do ludzkiej szkoły i nie uciekania z lekcji...
 - Cześć Alek - przerywa mu Gloria wchodząc do pokoju. Podnosi głowę znad kart i zauważa Nicka - O masz towarzystwo - mówi bez emocji, mierząc go chłodnym wzrokiem.
Czeka parę minut, a Nick tylko się jej przygląda.
- Mógłbyś wyjść - zwraca się do niego - Wizyta lekarska? - Mówi po chwili czekania - Pokazać ci drzwi.
Nick prycha doszczętnie obrażony.
- Też bardzo miło mi panią poznać - z pewność gdyby mógł splunąłby w tej chwili, wzdycha ciężko podnosząc się z krzesła - Proszę bardzo - syczy przechodząc obok niej.
Cała sytuacja niestety bardo mnie rozśmiesza. Nie rozumiem, dlaczego Gloria jest tak bardzo cięta na Nicka. Unoszę brwi wysoko, kiedy poprawia mi poduszkę i sprawdza stetoskopem moje płuca. Zadaje kilka podstawowych pytań.
- Czemu? - pytam, kiedy kończy.
Wzdycha.
- Znam takich jak on. Niesforni, zawsze sprawiają kłopoty i denerwują wszystkich naokoło. Jak Aki.
Marszczę brwi.
- Nick nie jest jak Aki - mówię spokojnie - Często się wydurnia, ale potrafi być bardziej poważny niż można by to sobie wyobrazić.
- Może i tak - mówi, choć wiem, że postawiła już na swoim - Po południu powinny być wszystkie wyniki twoich badań, więc jak podejmiemy jakąś decyzję zmieniającą twoją obecną pozycję, to cię poinformuję - mówi.
- Jasne - uśmiecham się.
- Wyślę kogoś, żeby przyniósł ci śniadanie - mówi i nie czekając na odpowiedź, wychodzi.
Uśmiecham się widząc zeźloną minę Nicka w drzwiach. Naburmuszony siada na krześle obok.
- Kto to był? - Pyta ze złością.
Uśmiecham się.
- A wiesz tylko dyrektorka szpitala.
Jego oczy przybierają wielkość spodków od kawy.
- Co? - Mówi odchylając się na krześle - Nie mów, że mam kłopoty z samą dyrektorką - jego głos brzmi żałośnie - Wzdycha ciężko. - W ogóle co jej odbiło? Przecież pierwszy raz ją widzę.
- Nie martw się - pocieszam go - Po prostu źle cię oceniła.
- A ty nic na to nie powiedziałeś - mówi obrażony.
Unoszę dłonie w obronnym geście.
- Nie patrz na mnie. Próbowałem, ale znasz kobiety... Jak sobie coś ubzdura to trudno zmienić jej zdanie - wzdycham - A poza tym wysil się jakoś, użyj swojego wdzięku osobistego czy coś. Masz przynajmniej co robić - Uśmiecham się mimowolnie - Zmień jej zdanie.
Patrzy na mnie z marnym wzrokiem, po czym wzdycha.
- Co ja takiego w sobie mam, że wszystkie kobiety uważają mnie za dupka?
Patrzę na niego z szerokim uśmiechem na ustach. Już dawno nie słyszałem, aby tak się nad sobą użalał.
- Co ci tak zależy? - przychodzi mi nagle na myśl.
Podnosi na mnie swój nie przytomny wzrok.
- Hm?
- Pytałem, dlaczego aż tak bardzo ci zależy na jej zdaniu. Zazwyczaj nie obchodzi cię zdanie innych. Tak przynajmniej mi zawsze powtarzałeś.
- Eh. To dyrektor. Nie chcę mieć zepsutego życia przez zwykłe nieporozumienie.
Potakuję głową, chociaż nie jestem tego pewien patrząc na jego zamyśloną twarz ze ściągniętym czołem. Naszą chwilę milczenia przerywa pielęgniarka, która z uśmiechem przyniosła mi śniadanie. Dziękuję jej serdecznie i na w pół zjadam je, na w pół dzielę się z Nickiem, bo nie podoba mi się jego nagła melancholia. Podczas jedzenia temat naszej rozmowy wchodzi nagle na wspomnienia. Głównie to on wspomina, a ja staram się zapełniać swoją podziurawioną wciąż pamięć.
- Hej, a pamiętasz w pierwszej gimnazjum? - pyta śmiejąc się - Jak przez przypadek wezwaliśmy demona w kabinie łazienki, a potem Luck był wzywany do szkoły, bo wkurzony demon, wyrwany ze snu, rozwalił cały kibel zanim odesłaliśmy go z powrotem.
Uśmiecham się.
- Coś pamiętam. Potem Luck prawie nas zamordował i dał nam szlaban na dwa miesiące na jakiekolwiek eksperymenty.
- Ooo... Było - mówi podkradając mi kanapkę.
Na rozmowach z nim spędzam parę ładnych godzin. Wspominamy, wymieniamy się wrażeniami, śmiejemy się. Dawno z nikim tak nie rozmawiałem. Mówię mu o niektórych moich trwogach, a on za to stwierdza, że jestem dziecinny i że w najlepszym szpitalu na świecie na pewno powinni mi pomóc.
Jestem zdziwiony, kiedy do pokoju nagle wchodzi Freyr, trzymając w ręce strzykawkę o zawartości kolorem przypominającej kobalt. Chyba mówi coś do Nicka, bo jego oczy rozszerzają się w zdziwieniu, że ten potrafi się porozumiewać bez otwierania ust. Uśmiecha się do mnie "Wyniki przyszły" - słyszę.
- I co? - Pytam.
W odpowiedzi wzrusza ramionami. "Nigdy czegoś takiego nie widzieli i dlatego pozwolili mi eksperymentować". Wzdrygam się..
- A co jeśli ja się nie zgadam?
"Ty nie masz prawa głosu" - przynajmniej jest szczery. Przełykam wielką gulę w gardle, która nagle, znikąd się tam pojawiła.
- Co to jest? - pytam patrząc na strzykawkę, którą trzyma w dłoni.
"Nic mocnego, ani ważnego" odpowiada "na tyle mocne, żeby położyć cię spać. Zwykły odczynniki. Potrzebuję więcej badań, aby stwierdzić, jaką metodę leczenia podjąć" Uśmiecha się "Od teraz jestem twoim personalnym lekarzem, bo reszta się zawiodła i nie daje sobie rady. Najpierw ci to dam, potem uśniesz i przez ten czas będziesz miał operację usunięcia zakrzepu uciskającego rdzeń kręgosłupa" "Twoja rodzina została poinformowana już jakiś czas temu. Myślisz, że co on tutaj robi" dodaje po chwili widząc moje zdziwienie. Zaciskam szczęki w złości. Mruży oczy wkładając igłę strzykawki do wenflonu i wstrzykując jej zawartość do mojego krwiobiegu. Od razu czuję jak substancja zaczyna działać i jestem zdziwiony, że trwa to tak krótko. Moje powieki stają się ciężkie, a język niezdolny do mówienia, mięśnie rozluźniają się.
- Co ty mi dałeś? - udaje mi się sklecić te ostatnie zdanie.

Uśmiecha się "Dobranoc" – jego głos rozlewa się po moim umyśle. Potem słyszę już tylko szum i zapadam w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy