Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

20.12.14

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 19

Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmm... Wesołych świąt, spędzonych w gronie kochający ludzi! :)
I braku smutku, samej radości. Przepraszam, że na święta ten rozdział może przygnębiać.
*enjoy!

Budzę się z lekkiego snu. Przekładam się na drugi bok i podnoszę powoli ciężkie powieki. Przez otwarte okno do pokoju wpada jeszcze nocne, chłodne powietrze. Jest ciemno. Wpatruję się w sufit. Podwyższona temperatura potęguje uczucie zimna. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Kiedy byłem jeszcze małym brzdącem i budziłem się z bólem głowy, powoli zwlekałem się z łóżka, a swoje kroki kierowałem, do najbliższego pokoju, w którym spali rodzice. Zazwyczaj zastawałem tam tylko mamę, bo tata rzadko sypiał w domu. Pamiętam jak z ledwo otwartymi oczami wspinałem się na łóżko i budziłem ją. Zawsze podnosiła się lekko, po czym uśmiechała serdecznie i pytała czy boli. Potem kładła mnie obok, okrywała szczelnie kołdrą i śpiewała kołysanki dopóki nie usnąłem.
Potem zniknęła z mojego życia z powodu choroby. Pojawili się nowi ludzie, ze wszystkim musiałem sobie radzić sam. Dopóki nie osiągnąłem 10 roku życia widywałem ja tylko na święta, a kiedy wreszcie mogłem samodzielnie ją odwiedzać, przestała się odzywać i odcięła od rzeczywistości.
Podniosłem się do siadu, kładąc nagie stopy na zimnych kafelkach. Przetarłem oczy dłońmi. Pokój był całkowicie pusty. Podniosłem się ciężko. Dzielnie kierowałem swoje kroki na przód. Na korytarzu było spokojnie. Gdzieniegdzie w pokojach paliło się jaskrawe światło. W szpitalu nigdy nie jest cicho - zauważyłem otwierając drzwi do pokoju moich wspomnień. Jasnozieloną ścianę wciąż zdobiły granatowe zawijasy, a złote zasłony niewielkie framugi okna.  Księżyc świecił srebrnym blaskiem. Siedziała na środku łóżka i lekko kołysząc się na boki wpatrywała w nocne niebo za oknem. Wszedłem do pokoju, połykając ślinę. Usiadłem na krześle obok łóżka. Przyjrzałem się jej. W szpitalnym ubraniu było widać jej plecy, a na nich wyraźne były żebra i każdy oddzielny krąg kręgosłupa. Jej białe włosy spływały falami po delikatnych ramionach. Ma małą bladą twarz o zamkniętych powiekach. Wygląda jakby zamknęła się w czasie 20 lat temu. Moje oczy zaczynają piec, gdy pierwszy raz od kilku lat wypowiadam to słowo.
- Mamo? - mówię załamującym się, ochrypłym głosem.
Nie reaguje gdy kładę swoją dłoń na jej. Jej palce są zimne. Wracają wspomnienia. Siedzi na wózku, który pcha uśmiechnięty trzynastolatek. Wciąż mówi, opowiadając jakieś nieznane historie. W pewnym momencie zatrzymuje się widząc, że kobieta skupia całą swoją uwagę na czymś co trzyma w dłoniach. Chłopak uśmiecha się szeroko przykucając obok.
- Co tu masz? - pyta wesoło.
Kobieta trzyma małego białego gołąbka.
- Śliczny - mówi białowłosa uśmiechając się. Po czym wyrzuca młodzika w powietrze, a ten odlatuje bijąc skrzydłami. Kobieta śmieje się.
- Wracamy? - pyta chłopak. Dziewczyna nie odpowiada wciąż wpatrując się w miejsce gdzie odleciał ptak. Chłopak podnosi się, czochra matkę po włosach i zawraca.
Puszczam jej dłoń z sykiem. Nie przestaje się bujać. I dopiero teraz zdaję sobie sprawę że nuci. Moje oczy pieką mnie jeszcze bardziej, kiedy dochodzę do wniosku, że znam tę melodię. Przed oczami stają mi obrazy, każdego wieczoru, kiedy zasypiałem przy tym uspokajającym rytmie. Wzdycham przykładając dłoń do twarzy. Po urazie głowy jakiego doznałem dwa lata temu wciąż nie powróciły wszystkie wspomnienie. W głowie rozgrywa mi się delikatna melodia sprzed lat. Czuję ból w klatce piersiowej, gardło zaciska się, a w ustach smakuję żelaza z przygryzionych warg i słone łzy. Zaklinam cicho, ocierając policzki. Gdzie teraz jest mój ojciec? Powinien być tutaj wspierając rodzinę, spędzając ostatnie chwile z ukochaną kobietą. A tym czasem nikt nawet nie wie gdzie się podziewa. Któregoś dnia po prostu zniknął. Rozpłynął się w powietrzu. Przed oczami stają mi momenty związane z początkiem choroby. Często zamyślała się, coraz mniej mówiła, coraz częściej to my udzielaliśmy jej pomocy nie ona nam. Spędzała długie dnie w łóżku bezruchu. Potem tata zniknął całkowicie, a choroba zaatakowała. Tym razem trafiła prosto w umysł i układ nerwowy. Pamiętam długie bezsenne noce spędzone na płaczu i żalu.
- Jak do tego doszło? - pytam cicho samego siebie.
Patrzę za okno i przez chwilę wpatruję się w nie z nadzieją że coś się stanie. Nic. Ona leży na łóżku z zamkniętymi powiekami, a jedynym znakiem życia jest jej delikatnie falująca klatka piersiowa.
- Kocham cię mamo - szepczę cicho wstając i całując ją w czubek głowy. Przykrywam ją kocem. Boję się jej dotknąć, bo jej ciało wydaje się być zrobione z porcelany.
Kieruję się do wyjścia ocierając policzki. Otwieram drzwi i wychodzę. Matt stoi oparty o ścianę na przeciwko. Nie odzywa się. Przechodzę obok powstrzymując łzy. Napływ wspomnień zawsze tak działa. Czuję jak zatrzymuje mnie, łapiąc za rękę. Wyrywam swoją dłoń z jego uścisku.
- Są rzeczy z którymi muszę dać sobie radę sam - mówię trzęsącym się głosem.
Odchodzę, zostawiając go w tyle. Nie idzie za mną. Nie jestem dumny ze swoich słabości, nienawidzę ich, tak jak nienawidzę swojego ojca i całego niesprawiedliwego świata. Przemierzam korytarze w ciszy. Otwieram drzwi toalety i zatrzaskuję je za sobą. Staję przed lustrem, a to co widzę jest wrakiem człowieka. Zapadnięte policzki, podkrążone oczy, rozczochrane włosy, nie wiedziałem, że da się schudnąć aż tyle w ciągu kilku tygodni. Opieram czoło o zimną, srebrzystą powłokę. Czuję się słabym, małym człowiekiem. Przez głowę przechodzą mi słowa podsłuchane przed przyjazdem do szpitala. "Nie zostało jej wiele miesięcy życia. Jest coraz gorzej. Chciałam byś o tym wiedział." Pielęgniarka powiedziała to do Lucka, a on przyjął to z charakterystycznym dla siebie zimnym spokojem. To twoja najlepsza przyjaciółka, siostra twojej cholernej żony. Dlaczego ja tak nie umiem? Chciałbym być tak jak on, przygotowany na wszystko. Z moich oczu wypływają łzy. Zaklinam płacząc jak dziecko. Ten świat jest tak okropnie niesprawiedliwy. Dotykam dłonią tafli szkła, a przed oczami szybko przemykają mi obrazy. Pojawia się ból głowy. Wiem co się ma zdarzyć. Biały pokój. Czarnowłosy chłopak o skośnych oczach. Sztylet, krew. Zimno i smutek i słodkość duszy uciekającej z młodego ciała nastolatka. W uszach słyszę szum przepływającej krwi i coraz wolniejszy rytm serca. Obraz robi się rozmyty, zamglony. Zakrywam dłońmi uszy, zaciskam mocno powieki i krzyczę w cierpieniu. Jestem pewien, że dzisiaj dzięki mnie, śmierć odwiedziła kolejną niewinną osobę. Osuwam się po ścianie i kładę na zimnej posadzce. "Dlaczego po prostu nie weźmiesz mnie?" pytam. Słyszę śmiech. "Po co? Oglądanie cierpienia jest zabawniejsze"...
Leżę na zimnej podłodze swojego pokoju. Widzę krew. czuję strach. Z rozciętych nadgarstków toczy się powoli czerwień. Robię się coraz słabszy, ale czuję się dziwnie szczęśliwy. Mam tego wszystkiego dość. Mój brat siedzi obok i głaszcze mnie po włosach. "Wreszcie będziemy razem".

2 komentarze:

  1. I znowu musiałam dużo czekać. Ojejku, ale warto było. Czy mi się wydaje czy jest coś bardzo mało dialogów?
    Anukisse

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Tak, dialogów jest malutko i niestety nawet nie mogę powiedzieć dlaczego, bo byłoby to nie jako spojlerem. Głównie dlatego, że nie ma dialogów rozdział jest krótki. Przepraszam, że znowu zrobiłam dłuższą przerwę, ale jakoś tak nie miałam czasu.

      Usuń

Czytelnicy