Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

23.8.14

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 16

*enjoy!

Sparaliżowany stałem tam, z zaciśniętymi po bokach pięściami, patrząc na jej młode, powoli tracące ciepło ciało. Te same ciemne włosy, duże zielone oczy, pełne, sine usta.
Wyglądała, inaczej. Leżała na łóżku w różowej koszuli nocnej. Jej włosy rozsypane były na białej poduszce. Jej szklane oczy były otwarte wpatrzone w przestrzeń za moimi plecami. Długie, gęste rzęsy rzucały cienie na jej różowe policzki. Miała delikatny, lekko zadarty nos i lekko rozchylone usta. Jedna z jej długich smukłych rąk spadała z łóżka i wisiała w przestrzeni, trzymana przez stawy.
Między palcami włożoną miała różę. Czerwień kwiatu, kontrastowała z jej bladą skórą. Druga jej ręka leżała płasko na brzuchu przykrytym rubinową od krwi kołdrą. Królowa - pomyślałem. Podszedłem powoli do jej stolika i podniosłem plakietkę z nazwiskiem. Miała na imię Alicja. Odłożyłem plastik na miejsce. Przyjrzałem się dziewczynie jeszcze raz. Nie byłem pewien co czułem patrząc na nią. Zaskoczenie? Nie, na pewno nie byłem zaskoczony.
Smutek? Panikę? Ból? Strach? Złość? Nie. Czułem tylko zimno przenikające moje kości. Wyszedłem z pokoju i wszedłem do następnego. Zastałem tam inną dziewczynę. Żywą. Siedziała na łóżku w koszulce na ramiączka. Miała długie, kręcone, popielate włosy i wielkie jasnoszare oczy. Wyglądała jakby przebudziła się przed chwilą z jakiegoś koszmaru.
Oddychała niespokojnie, jej dłonie i plecy trzęsły się. Oparłem się o framugę drzwi. Zmrużyła oczy, szybko zauważając mnie.
- Pomyliłeś pokoje? - spytała uprzejmie starając się ukryć drżenie głosu.
Uśmiechnąłem się miło.
- Twoja przyjaciółka nie żyje, pomyślałem, że chcesz wiedzieć - powiedziałem cicho.
Jej źrenice rozszerzyły się do granic możliwości zalewając tęczówkę. Nigdy przedtem nie widziałem czegoś takiego. Wybiegła z pokoju. Zaraz potem usłyszałem jej krzyk i głośne szlochanie. Z resztą pewnie jak połowa szpitala. Rozpoczął się ruch, niespokojne szepty pacjentów, głośne prośby pielęgniarek o powrót do pokojów. Oparłem się o ścianę i zsuwając się po niej w dół, schowałem twarz w dłoniach. Wracając wspomnieniami w przeszłość nie wiedziałem co było rzeczywistością, a co snem.

***

Nie pamiętam co dokładnie się stało. Szedłem korytarzem, traciłem świadomość i upadałem kilka razy na podłogę, ale nikt nie pomógł mi wstać. Wszyscy byli zajęci śmiercią pacjentki. Za którymś razem złapałem się klamki i padłem na podłogę przy okazji otwierając drzwi. Potem była tylko ciemność i głuchość, do momentu gdy jakaś niewidzialna, stalowa pięść uderzyła w moją pierś i krusząc żebra i kręgosłup, miażdżąc wszystkie tkanki: serce, płuca i mięśnie, przedarła się przez moje ciało przywracając mi przytomność.
Zerwałem się, podnosząc do siadu. Przyłożyłem ręce do klatki piersiowej i odetchnąłem głęboko zdając sobie sprawę, że wcale nie mam wielkiej dziury w ciele i wszystko jest na swoim miejscu. Leżałem w pokoju ...pielęgniarki? Zaraz. Czy ja cofnąłem się w czasie o jakieś 5 lat, kiedy chodziłem jeszcze do podstawówki i często przebywałem u szkolnej higienistki? Śmiech rozchodzi się po mojej głowie. "Czy on właśnie obraził twoje poczucie stylu?" Rozejrzałem się dokładnie, starając się zlokalizować posiadacza tajemniczego głosu. Siedziałem na turkusowym łożu. Na przeciwko mnie znajdowało się biurko za którym siedziała Gloria z głową opartą na dłoni, zaraz obok niej dwie szafy, wypchane aktami i obok kanapa, a na niej Izzy z kubkiem czegoś gorącego w dłoniach, nie miała za wesołego wyrazu twarzy, a nad nią otwarte na oścież okno, bez krat.
To chyba jedyne okno w tym budynku nie posiadające krat. "Wybacz, ale się z nim zgadzam. Nie powinno tu być ani jednego okna, a ściany powinny być całe czarne. Jak twoja dusza." Rozejrzałem się jeszcze raz. Głos ewidentnie należał do mężczyzny i już nieraz go słyszałem. Dopiero po dłuższej chwili zdałem sobie sprawę, że chłopak o niebieskich włosach i oczach, ubrany w pomarańczową bluzę, jeansy i glany siedział na stołku koło ściany obok łóżka. "Siedział", to było złe określenie, "kucał" tak już lepiej. Uśmiechnął się machając do mnie wesoło. "Nigdy nie widziałem tak dziwnego człowieka jak ty." usłyszałem. Gloria przewróciła oczami w złości.
- Nie zwracaj na niego uwagi, nie powinnam była pozwolić mu tu w ogóle wejść - warknęła.
"Gdybyś mnie tu nie wpuściła siedziałabyś teraz nad wpółmartwym chłopakiem i zastanawiała się nad tym jak sprawić by nie zdechł w przeciągu następnych 5 minut"
- Nie dość, że wszedłeś przez okno, zabłociłeś kanapę i mój nowy biały dywan, nie zdjąłeś butów to jeszcze  wszystkich denerwujesz. Zdejmij nogi ze stołka.
"Jeszcze ma teraz pretensje do tego jak siedzę"
- O nie. Nie siedzisz. Mam ci pokazać się normalni ludzie siedzą? - warknęła wstając i zbliżając się do chłopaka.
- Możecie przestać robić sobie żarty. Potem się na siebie powściekacie - usłyszałem krzyk.
Izzy siedziała na kanapie cała się trzęsąc ze złości. Jej pięści były zaciśnięte po bokach, a pusty kubek stał na stoliku obok.
Miała wypieki na policzkach i najprawdopodobniej była chora. Jej czarne włosy, które swoją drogą miały niebieskie końcówki, jakimś cudem dopiero teraz to zauważyłem, były rozczochrane. Nieznany mi chłopak spojrzał na Glorię porozumiewawczo, a ta odpowiedziała mu ledwo zauważalnym pokręceniem głowy na boki. Gloria odchrząknęła odkręcając się w moją stronę.
- Musimy wiedzieć, co DOKŁADNIE ci się śniło - powiedziała akcentując środkowe słowo.
Nagle zalały mnie wszystkie wspomnienia sprzed dwóch godzin. Zamknąłem oczy, kładąc się z powrotem na macie, poczułem się dziwnie słaby. Przyłożyłem dłonie do twarzy, widząc przed oczami martwe ciało.
"Nie musisz sobie wszystkiego dokładnie przypominać i opowiadać. Zresztą pewnie i tak nie powiedziałbyś wszystkiego" - usłyszałem.
Spojrzałem raz na nieznajomego, a potem na Glorię. Wyglądała na nieźle zdziwioną.
"Mogę to od ciebie po prostu zabrać" - mówił spokojnie, a w tym samym czasie źrenice jego oczu zaczęły się powiększać. Najpierw objęły całe tęczówki, a następnie rozlały się po całym ciele szklistym i zaczęły rozjaśniać, aż w końcu stały się jasnobłękitne. "Ale musisz się na to zgodzić".
Przełknąłem ślinę, podnosząc się do siadu. Potakuję lekko głową. Chłopak uśmiechnął się. Podnosi się, po czym schodzi ze stołka. Powolnym krokiem zbliża się do mojego łóżka, zdejmując kaptur z głowy. Jego włosy były po prostu granatowe i lekko przydługie. Całkowicie zasłaniały jego uszy i kończyły się gdzieś w połowie szyi, choć niektóre kosmyki chowały się pod bluzą. Kucnął przede mną. W tym samym momencie Izzy i Gloria opuściły pokój. Zmarszczyłem czoło.
"To może trochę potrwać. Powiedziałem mi żeby poszły na kawę, czy coś". Przytaknąłem głową.
Przymknął na chwilę powieki, lekko odchylając głowę do tyłu. Przez całą jego skórę, zaczynając od palców rąk, aż po czubek głowy, falą zaczęły się pojawiać i po chwili znikać nieznane mi, czarne runy. Poczułem jakby coś wchodziło mi pod skórę. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Jakaś zimna macka powoli wciskała się w mój umysł. "Odpręż się". Zamknąłem oczy, starając się zapomnieć o uczuciu nagości. To tak jakby ktoś słyszał twoje wszystkie myśli, widział każde twoje wyobrażenia i znał twoje sekrety.
"Teraz otwórz oczy i skup się na moich".
Zrobiłem jak kazał. Wpatrywałem się w kolor nieba. Po chwili wszystko inne zaczęło znikać, a jego oczy jakby wciągać w siebie. Nagle całe otoczenie stało się białe, a moje ciało wypełniało uczucie dziwnej wolności, swobody, jakby ktoś zdjął mi ciężkie kajdany. Spojrzałem w dół na swoje nadgarstki i zdałem sobie sprawę, że nie siedzę lecz lekko unoszę się w powietrzu, jakbym nie ważył nic. Zaśmiałem się cicho. "Wspaniałe uczucie, prawda?" Odwróciłem się, uśmiechając. Siedział na wystającej skale. Wyglądał inaczej.
Miał na sobie bluzkę z krótkim rękawem i jakieś powycierane, jasne spodnie. Był boso. I nie był tak bardzo chudy jaki wydawał się być w normalnym świecie, jego policzki nie były zapadłe, a skóra miała ładny, różowawy kolor, jego oczy nie wyglądały na zmęczone i co najważniejsze były zwykłymi ludzkimi oczami z okrągłą źrenicą i bardzo jasnoniebieską tęczówką. Granatowe włosy połyskiwały w słońcu, najdłuższe ich końcówki sięgały klatki piersiowej. Nawinął jeden kosmyk na palec. Skrzywił się. "Muszę je obciąć" mruknął. Rozejrzałem się.
To miejsce wydawało mi się dziwnie znajome. Jasnozielona trawa, góra pokryta lasem, wystające, szarawe skały, odległy szum. "Przypomina ci się coś" - pyta z dziwnym uśmiechem. Zeskakuje na ziemię i prostuje się. "Chodźmy" mówi nie czekając na odpowiedź. Nawet na boso wydaje się być zadziwiająco wysoki. Idę ścieżką zaraz za nim. Miękkie runo leśne wycisza nasze kroki. "Ta ścieżka jest drogą między naszymi umysłami".
- Dlaczego jest leśną ścieżką? - pytam zdziwiony.
"Ponieważ, to jedno wspomnienie wydaje się być dla ciebie bardzo ważne i szczęśliwe"
Idziemy w górę po skalnych stopniach, szum wodospadu staje się coraz głośniejszy. Doszliśmy do skalnego występu. Podszedłem do krawędzi, kucnąłem i zanurzyłem dłoń w kryształowej wodzie. Mogłem zauważyć małe tęczowe rybki pływające pod powierzchnią wody. "To miejsce gdzie łączą się nasze umysły" mówi wpatrując się w dalszą cześć ścieżki. Ta wydawała się być bardzo ciemna i złowroga. Samym wyglądem odstraszała. W oddali można było zauważyć palące się drzewa i wielki stary dom z powybijanymi oknami.
- Czekaj - mówię nagle uświadamiając sobie coś - Zwykłe połączenie umysłów tak nie wygląda, znaczy że specjalnie sprawiłeś by było to miejsce bardzo dla mnie przyjemne. Czemu? - pytam odwracając się do niego.
Miał spokojny wyraz twarzy. Pokręcił lekko głową na boki, dając mi do wiadomości, że nie odpowie na to pytanie. "Musisz tu zostać". Chcę już zaprzeczyć, ale nie daje mi dojść do głosu. "Nie wolno ci wejść na ścieżkę do swojego umysłu, kiedy tam jestem, bo może mnie to wsadzić w bardzo poważne kłopoty. Masz tu zostać i dopóki nie wrócę nie wolno ci się stąd ruszyć.
I jeszcze raz, choćby nie wiem co się działo, nie wolno ci tam wchodzić" - mówi akcentując ostatnie słowa. "Poza tym możesz robić cokolwiek zechcesz, pogadaj z nimfami, czy coś. Nie wiem, możesz nawet iść spać, nie obchodzi mnie to." Zastanowiłem się przez chwilę nad tym co powiedział, a potem nagle przypomniało mi się że nie wiem jak ma na imię. Uśmiechnął się.
"Freyr" mruknął wchodząc na ścieżkę.
Patrzyłem jak ciemność go pochłania, po czym położyłem się nad brzegiem wodospadu i zapatrzyłem w chmury.

2 komentarze:

  1. Droga Ayumi.
    Ciekawie piszesz. Piekło, które spadło z nieba ma w sobie coś, co mnie przyciąga i nie pozwala puścić. Bardzo lubię Twoje opisy, i postacie i cały klimat, które ma to opowiadanie. Ostatnio bardzo wyczekiwałam na kolejny rozdział, ale się nie pojawia, więc postanowiłam wreszcie napisać komentarz, aby Cię zmotywować do pracy oraz pokazać, że robisz kawał świetnej roboty i naprawdę ktoś czeka na Twoje rozdziały. Sama nie wiem, dlaczego ten blog komentuje tak mało osób. Podoba mi się szablon, trochę myli adres. Ale najważniejsze jest to, że z utęsknieniem czekam na kolejny rozdział. Myślę, że skoro są długie przerwy to i tekst też będzie większy. Liczę szczerze na odpowiedź na komentarz.
    Miło mi się czyta Twoje opowiadanie.
    Pozdrawiam miło, Selent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ayumi powtarzam, żeby napisała kolejną część notki, to ona: nieee albo potem. :D Ale widziałam, że ostatnio coś tam wyskrobałam, więc się nie martw :). I masz rację... Ayumi się stara, ale tylko wtedy, kiedy jej się chce i kiedy ma czas, a ostatnio to nie ma ani chwili spokoju, no niestety...
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Czytelnicy