Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

19.6.14

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 14

Witam czytelników :D Krótkie, ale szybko napisane na poczekaniu, więc nie jest tak źle :D.
*enjoy!

- Matt! - mówię otwierając oczy i podnosząc się do siadu.
- Tak? - słyszę.
- Matt? - pytam zdziwiony patrząc na niego - Co ty tu robisz?
Spojrzał na siebie, unosząc brwi.
- Siedzę? - pyta po chwili.
- Ale jakim cudem? Przed chwilą cię tu nie było.
- Tak? Wybacz zdawało mi się , że siedzę tu od godziny - mówi zażenowany.
- Co? Ale... Jak?
- Normalnie. Przyszedłem. Siadałem i siedzę tak do teraz... Spałeś - odpowiada na moje nieme pytanie.
Kładę się na łóżku. Oddychając głęboko. Przez chwilę panuje cisza.
- Mogę cię o coś zapytać? - pytam przymykając oczy. Nie odpowiada - Jesteś może w jakiś sposób spokrewniony z Glorią, nie wiem mieszkaliście w podobnej okolicy, albo znacie się w ogóle - nic nie mówi - Tą lekarką z tego szpitala - mówię otwierając lekko oczy.
Patrzę na niego. Ale jego wzrok jest daleki, nieobecny. Wbity w swoje palce.
- Matt? - pytam nieśmiało po chwili.
Podnosi głowę, patrząc na mnie. Jego blada twarz, jego ciemne jak noc oczy. Sposób w jaki patrzył na ludzi. Niedostępny, nieodgadniony wręcz przerażający. Oraz wtedy jak zapatrzał się gdzieś daleko. Sposób w jaki wyrażał swoją tęsknotę i smutek. Choć nigdy tak naprawdę nie było w nim żadnych uczuć. Nie mówił o nich, nie dało się ich z niego wyczytać, tylko z jego wzroku, choć bardzo rzadko. Jego długie rzęsy okalające zagadkowe oczy. Linia brwi, nosa, blade, pełne usta, tak bardzo rzadko rozciągające się w jakimkolwiek prawdziwym uśmiechu.
Sposób w jaki przeczesywał swoje śnieżnobiałe włosy. Jego wystające obojczyki, umięśniona postura. Jego chude ręce o smukłych, długich palcach artysty. Sposób jego kociego chodu, to jak delikatnie się garbił, jakby chciał się schować przed całym światem. Nawet jego długie nogi i bardzo blada skóra sprawiały, że chcesz poznać tego człowieka bliżej. Dostać odpowiedzi na tak wiele pytań kotłujących się pod czaszą.
 Na jego twarzy pojawił się paskudny uśmiech. Ten typ uśmiechu, którego nie lubię. Jakby chciał cię zabić, dosłownie obedrzeć ze skóry, jak szaleniec. Było w nim coś co mnie odrzucało, jakbym go skądeś znał.
- To moja siostra - mówi.
Otwieram szeroko oczy w najprawdziwszym zdziwieniu. Strzelałem. Strzelałem kompletnie na ślepo. Właściwie nie są do siebie prawie w ogóle podobni. Oprócz tego, że są podobnego wzrostu, mają ten sam wzrok, choć inne kolory oczu i sen sam wiecznie kamienny, spokojny wyraz twarzy i sposób w jaki mówią. Tylko to. Mogłoby to wskazywać na dwójkę ludzi, którzy przeżyli podobne skomplikowane sytuacje, ale jakim cudem oni są rodzeństwem.
- Jak?
- Musimy rozmawiać o mnie? - pyta lekko zażenowany.
- Dlaczego się do niej nie odzywasz i znikasz za każdym razem jak się pojawia - ignoruję jego prośbę.
Prostuje się, a z jego twarzy znikają jakiekolwiek emocje.
- Porozmawiajmy o tobie. Co jest motywem twoich działań? Czemu jesteś tak okropnie samolubny i głuchy na wszystkie problemy innych ludzi, oprócz twojej rodziny? Kim był twój ojciec? Dlaczego tak dużo ludzi na około ciebie umiera? Dlaczego ONA nie żyje? - wyrzuca z siebie.
- Jaka ONA? - pytam wybity z tropu - Przecież to nie moja wina, że moja rodzina umiera, nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym się z nimi zamienić - mówię cicho spuszczając wzrok.
Zamyka oczy, pochylając się do przodu. Chowa twarz w dłoniach.
- Przepraszam - mówi cicho po chwili - Możemy nie rozmawiać o mnie? Ani o mojej rodzinie? - nie odzywam się po prostu przyglądając mu się jak zaczarowany - Popełniłem bardzo dużo błędów w moim życiu, Aleksandrze. Nauczyłem się nie ufać nikomu, nawet swojej rodzinie i nic o sobie nie mówić. Naprawdę byłoby mi bardzo trudno otworzyć się na osiemnastolatka, którego znam zaledwie od kilku miesięcy. Nie mógłbym zdradzić siebie przed kolejnym przechodniem - mówi nie zmieniając pozycji.
Patrzę na niego ze smutkiem. Podnosi twarz. Ma taki dziwny wyraz twarzy. Jest wiecznie poważny, a wręcz smutny. Ale w tej chwili wygląda tak słabo.
- Nie powinienem był przychodzić. Przepraszam jeszcze raz - wstaje, odwraca się i rusza w kierunku wyjścia.
- Matt - szepczę, co sprawia, że zatrzymuje się w połowie drogi - Wiesz, że to ja powinienem cię przeprosić i nie chcę żebyś z mojego powodu czuł się teraz źle - tak naprawdę brakuje mi po prostu kogoś z kim mógłbym porozmawiać.
Nic nie mówi. Po prostu wychodzi bez słowa, nawet na mnie nie patrząc.
Zamykam oczy, słysząc trzask zamykanych drzwi. Wzdycham głęboko, po czym przecieram twarz dłońmi, przeczesuję włosy. Patrzę na swoją rękę, owiniętą bandażem.
Sięgam nią do szuflady szafki. Otwieram. Po czym zamieram w bolesnym bezruchu. Robi mi się słabo na widok krwi przesiąkającej materiał. Oddycham głęboko zdziwiony swoją reakcją. Nigdy wcześniej nie czułem się tak na widok krwi. Nigdy. Mogłem wykrwawiać się na śmierć i nie czułem nic. Szybko rzucam okiem na zawartość szuflady. Woda, spirytus,  świeży bandaż... paluszki? Zdrową ręką odkręcam czerwony materiał. Rana wygląda tak samo jak sprzed 3 tygodni.
Łapię głęboko powietrze odwracając wzrok. Długie rozcięcie o głębokości co najmniej 1,5 cm. Różni się jedynie tym, że jest zszyte i pełne cuchnącej ropy. Nie krwawi mocno, ale boli, jak cholera. Zamykam na chwilę oczy. Słyszę w głowie głos Katherine uczącej się na test.
"Rany zrobione przez demony wyższej klasy, zabliźniają się bardzo powoli i w większości prowadzą do krótkotrwałej śpiączki i silnego osłabienie organizmu". Jakim cudem w ogóle to jeszcze pamiętam? Wyciągam spirytus z szafki. Oddycham głęboko starając się uspokoić. Polewam ranę. Wzdrygam się przez ból i wykręcam zaciskając zęby. Przed oczami pojawiają mi się czarne kropki. Staram się oddychać. Uspokajam się po chwili. Oczyszczam lekko uraz, wyciągam bandaż i owijam rękę z powrotem. Chowam wszystko z powrotem po czym zamykam szafkę.
Po chwili jednak otwieram ją i wyciągam paluszki. Otwieram paczkę i jem je powoli. To będzie długa noc, pełna przemyśleń... Albo dzień... W tym pokoju nie ma okien, a światła nigdy nie gasną.

4 komentarze:

  1. Witam,
    dawno tutaj nie zaglądałam, ale niestety doskwiera mi brak czasu na wszytko... postanowiłam, że od początku tutaj czytała opowiadania, bo juz zbyt wiele nie pamiętam, co się tam działo.... i postaram się bywać tutaj w miarę regularnie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, miło wiedzieć, że ktoś czyta nasze prace.

      Usuń
    2. Ja czytam. i przyznam, że o opowiadanie jest chaotyczne, niewiadomo o czym.
      Alek ma sobie przypomnieć, kim jest, tak? Wszystko dzieje się w jego głowie. ostaje ranny w śnie, budzi się kilometry i tygodnie od miejsca ranienia, kolejny sen, jest z powrotem, poza czasem i miejscem. Za 20 rozdz. okaże się, że jest ichnim bogiem?

      Usuń
    3. Przepraszam jeśli nie podoba Ci się jak piszę i przyznaję jestem chaotyczna jeśli chodzi o to opowiadanie. Ale niestety to nie byłabym ja, gdybym czegoś strasznie nie zagmatwała i zrobiła trudne do zrozumienia (troszkę chodzi mi o tracenie świadomości). W każdym razie bardzo dziękuję za opinię, może spróbuję to jakoś wyprostować.

      Usuń

Czytelnicy