Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

19.4.14

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 11

Dobry :) Co tam u Was? Tak jak mówiłam staram się nadrobić stracony ostatnio czas. Więc nie przyzwyczajajcie się do tego, że notki są co dwa dni :). Rozdział 11, eh...
*enjoy!


Obudziłem się rano, ale nie byłem w stanie otworzyć oczu. Spałem dziś w nocy, jak nigdy w życiu. Właściwie obudził mnie krzyk. Ale ucichł bardzo szybko, więc nie przejąłem się tym zbytnio. Uroki szpitala. Tu nigdy nie jest cicho.
- Otwórz - usłyszałem po jakiejś godzinie leżenia.
Uchyliłem powieki, ale obraz był tak wyostrzony, że od razu je zamknąłem z bólem. Jęknąłem cicho, podnosząc się do siadu.
- Skup się na bólu i wyeliminuj go - mruknął głos.
- To nie takie proste - mruknąłem ze złością po drugiej próbie.
- Otwórz, ale tym razem nie zamykaj, skup się na wróceniu wzroku do normalności.
Uchyliłem. Bolało. Obraz pokazywał żyjące istoty. Te które wydawały ciepło, były czerwone. I w dodatku był tak ostry, że widziałem każdy najmniejszy szczegół. "DO normalności" - mruknąłem sobie, zaciskając mocno powieki. Otworzyłem je jeszcze raz, spodziewając się bólu. Jednak nic się nie stało, a obraz był już normalny. Gloria uśmiechnęła się do mnie i odznaczyła coś ptaszkiem w swoich papierach.
- Brawo. Właśnie nauczyłeś się czegoś bardzo ważnego - powiedziała.
- Jak otwierać oczy? - usłyszałem z tyłu jej.
Zignorowała głos.
- Po pierwsze: jeśli będziesz tego używał to ci gałki odpadną, po drugie: jak panować nad bólem i nowymi umiejętnościami - uśmiechnąłem się.
Podała mi lusterko. Przyjrzałem się swojemu odbiciu. Pamiętacie jak wczoraj mówiłem, że moje oczy świeciły się na granatowo? Tak więc, dzisiaj były po prostu granatowe. Otworzyłem usta. A moje źrenice zwęziły się i rozciągnęły w pionowe linie. Ból powrócił. Zmrużyłem powieki skupiając się na bólu. Źrenice rozszerzyły się mocno i stały się małymi spodkami.
- Żartujesz sobie - mruknąłem - Jak to się stało? Przecież... - powoli wpadałem w panikę.
Westchnęła, kładąc mi na kolanach jakąś książkę i otworzyła ją na pierwszej stronie.

Krew.
Krew mieszana.
Krew szlachetna. 
Krew nie żałuje.
Krew nie zobowiązuje.
Krew ciągnie do krwi.
Krwi się nie pozbędziesz.
Krwi nie zapomnisz.
Krew cię zniszczy.
Krew cię zmieni w potwora.
Krew przywróci ci człowieczeństwo.
Krew cię uzdrowi.

Przeczytałem to wraz z tym jak to wyrecytowała.
- I? Wciąż nie rozumiem - powiedziałem podnosząc wzrok.
- Każdy Nocny Łowca jest inaczej aniołem półkrwi. Wasza rodzina ma w sobie zdecydowanie więcej krwi anioła, zmieszaną z krwią demona. A ty tym bardziej. Zazwyczaj odkłada się na drugim dziecku.  Tak naprawdę jesteś człowiekiem w jakiś 25%. Te tabletki - wyjęła z kieszeni tabletki nasenne, które brałem - Sprawiały, że w twoim ciele doszło do bardzo poważnej reakcji. Tabletki te przeciwstawiały przeciw sobie krwinki anielskie i krwinki demoniczne, co sprawia okropne sny, wizje, przewidzenia i to - westchnęła wskazują na moje oczy - To zazwyczaj zaczyna się ujawniać po śmierci. Wiem że zabrzmi to absurdalnie, ale umarłeś już raz.
Wytrzeszczyłem na nią oczy i zakrztusiłem się.
- Pamiętasz jak zwiałeś z domu po śmierci brata? Wtedy. Spróbuj przypomnieć sobie co się stało tak naprawdę - zamknąłem oczy i starałem się powrócić myślami do tamtego momentu, bez żadnego efektu, pokręciłem głową na nie, otwierając oczy - Spytaj Mai, jak ona to pamięta. A teraz wybacz bo muszę przejść się jeszcze po co najmniej 200 innych pokojach - wstała zbierając się, zatrzymała się przy drzwiach - Zwiedź ten szpital. Szukaj ludzi na tym oddziale. Jeśli dobrze pamiętam jest jeszcze pięciu innych jak ty. Aki - zwróciła się do postaci siedzącej na krześle i dłubiącej scyzorykiem w swojej ranie - AKI!!! Skąd ty dorwałeś ten scyzoryk - krzyknęła zabierając mu narzędzie - Masz się zgłosić do pielęgniarki - powiedziała sprawiając, że z rany przestała płynąć krew - Chłopak uśmiechnął się tajemniczo, po czym pstryknął palcami. Po ranie nie było najmniejszego śladu - Iluzja na nic ci się nie przyda. Chodź - mruknęła wychodząc.
Chłopak skinął mi głową. I skoczył przed siebie. W locie jego twarz wydłużyła się, uszy przesunęły się wyżej i powiększyły, kości zdeformowały, wydając przy tym głośne zgrzytanie, ubranie zniknęło, a ciało pokryło się gęstym futrem. Upadł na przednie kończyny. Z pokoju wybiegł wielki czarny wilk.
Opadłem na poduszki, przewróciłem się na bok, ale nie pozostałem długo w takiej pozycji. Podniosłem się i podszedłem do nierozpakowanych jeszcze toreb. W jednej znajdowało się kilka ubrań na zmianę, a w drugiej kilka książek i innych gratów z mojego pokoju i jedna rzecz, której nie rozpoznawałem. Mała książka z tytułem w języku jakiego nie rozumiałem. Na okładce przedstawione było odbicie dłoni, czerwone, krew? Odruchowo przyłożyłem dłoń do tej na obrazku. Na tytuł składały się dwa słowa, jedno w języku jak jeszcze nigdy nie słyszałem, a drugie po łacinie. Wyszeptałem cicho pierwszy człon, a potem drugi Bannito - brzmiała druga część. Wygnanie - mruknąłem sam sobie. W pewnym momencie książka zaczęła palić mnie po palcach. Wyrzuciłem ją odruchowo przed siebie, dmuchając na oparzone palce. Ale czarny ogień ani myślał gasnąć. Podniosłem oczy, a przede mną stał demon. Nie był to jeden z tych, o których uczyłem się na lekcjach, było to jeden z tych co siedzieli na dnie piekła, bo nawet sam Lucyfer się ich bał. Wydawał mi się dziwnie znajomy. Wysoki na jakieś 3,5 metra. Z wielkimi białymi ślepiami, rogami zamiast uszu. Ogromnej szczęki uzbrojonej w 300 kłów i długim rozdwojonym językiem. Jego ciało zbudowane było z kości. Obok niego stał trzygłowy ogromny pies. Przełknąłem ślinę. Wszystkie 8 ślepi utkwione było we mnie. Torba - przeszło mi nagle przez myśl. Broń jest w torbie.
- Stary Cerbera Hadesowi zarąbałeś? - powiedziałem tylko zanim jego wielki miecz uderzył w miejsce gdzie przed chwilą stałem.
Zerwałem się do torby. Jeszcze dwa, kroki, jeszcze jeden i tylko przewrót pod nogami demona i byłem przy niej. Nie ma. W torbie nie ma żadnej broni. Odwróciłem się i uśmiechnąłem. Pies rzucił się w moim kierunku przewracając mnie. Trzy głowy naraz próbowały mnie rozszarpać. Pazury cięły moją skórę na rękach. Sięgnąłem za siebie, łapiąc pierwszą rzecz która leżała za mną.
Szkolenie Nocnego Łowcy lekcja pierwsza: Każda rzecz jest bronią, tylko trzeba ją umiejętnie wykorzystać. Lampka. Rozbijam żarówkę na jednej z głów psa. Prąd poraził jego oczy. Pies zawył odskakując. Podniosłem się i w ostatniej chwili zauważyłem rozpędzony miecz. Wykonałem unik, ale broń drasnęła mnie w ramię, żłobiąc głęboką ranę. Zasyczałem z bólu. Rana szybko krwawiła. Mój wzrok stawał się coraz bardziej wyraźny. Pojawił się ból w okolicy potylicy. Zauważyłem szczelinę pomiędzy żebrami demona z tyłu. Złapałem pierwszą rzecz jaka była pod moją ręką i rzuciłem w tamtą stronę. Demon zawył z bólu. Wielki topór uderzył o ziemię. Podniosłem się uśmiechając.
Wykrwawiałem się. Poczułem coś jakby moja skóra na plecach rozrywała się, a mięso pod nią gotowało. Wiem jak wyglądałem. Z świecącymi oczami i raną od której powoli umierałem i wyrastającymi skrzydłami. Dotarło do mnie. Umierałem. Kątem oka spostrzegłem psa biegnącego na mnie. Uderzyłem go ramieniem, sam dziwiąc się swojej sile. Potwór upadł obok mnie. Spojrzałem na twarz demona. Malowało się niej przerażenie.
- Syn pierworodnego - powiedział głosem wszystkich dusz cierpiących w piekle.
 I wtedy drzwi zostały wyważone. Czarny wilk rzucił się w stronę Cerbera. Jakiś świecący miecz trafił w serce potwora. Upadłem na ziemię. Obraz wokół mnie stał się mglisty, a ból w plecach ustąpił. Gloria pochyliła się nade mną.
- Trzymaj się mały - powiedziała jedną ręką zakładając opatrunek uciskowy na ramię, a drugą rysując runę na brzuchu.
Obraz rozmazał się całkowicie, zapadałem się w ciemność. Ból ustępował.
- Zostań z nami  - usłyszałem jeszcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy