Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

17.4.14

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 10

Uhuhuuuu... 10 rozdział no ładnie... Jestem taka dumna... Hahahah 10 rozdziałów, przez które nic się nie stało ciekawego :-) jestem mistrzem... Krótkie, długo niedodawane, wiem... Postaram się nadrobić... Wesołego jajka, kochani!
*enjoy!

Siedziałem na ławce przysłuchiwałem się kłótni dwóch mężczyzn.
- Oni tak zawsze? - Spytałem dziewczyny siedzącej obok.
- Taaaa... Do tego, że się kłócą zdążyłam przywyknąć. Gorzej jak znajdą wspólny temat. Wtedy mam ochotę wyskoczyć przez okno - Uśmiechnęła się do mnie łagodnie - A właśnie... Jestem Izabella, mów mi Izzy. Jestem tu psychiatrą... - przerwała patrząc na moją zdziwioną twarz - O co chodzi? - spytała nieśmiało.
Otrząsnąłem się dopiero po krótkiej chwili.
- Nazwisko... Williams? - skinęła nieśmiało głową.
Zacząłem się śmiać, odchylając głowę do tyłu.
- Siostrzyczko?  Co ty tu robisz? - spytałem kręcąc głową.
Otworzyła szeroko oczy i przyjrzała się moim inicjałom napisanym na mojej karcie. Uśmiechnęła się rozumiejąc.
- Alec - jej głos złagodniał - Aleś ty się zmienił, nie poznałam cię - mówiła powoli.
Nachyliła się przytulając. Objąłem ją, całując w głowę.
- Boże, to już prawie 10 lat jak odeszłam. Uh, tęskniłam za wami.
- To czemu nie wróciłaś? - mruknąłem jej we włosy.
Skrzywiła się i odsunęła ode mnie.
- To nie takie proste - powiedziała cicho - Zniknęłam nagle. A wy mogliście nie chcieć mnie widzieć, a może to ja tego nie chciałam - wzruszyła ramionami - I tak wszystko psułam.
- Co? Wcale nie! Łączyłaś jakoś tą rodzinę, dopełniałaś. Barbara prawie, że wpadła w obłęd, że to przez nią. Ona tylko chciała...
- Chciała zapewnić nam opiekę - przerwała mi, mówiąc poważnie - Wiem. Na początku to znosiłam, ale nie dałam rady. Ona przesadzała. Nazywała mnie jej córeczką. Nie jestem nią - powiedziała prawie, że krzycząc.
Uśmiechnąłem się, a po chwili wybuchnąłem śmiechem. Zmarszczyła brwi. Nawet Aki z Xavierem przerwali na chwilę kłótnię, aby zobaczyć co się stało. Westchnąłem uspokajając się.
- Przez te 10 lat w ogóle się nie zmieniłaś - mruknąłem wstając.
Pokuśtykałem przed siebie.
- Zobaczymy się później - krzyknąłem przez ramię.
Aki zaśmiał się szaleńczo.
-Widzisz? Młody ma przynajmniej jakieś poczucie humoru, nie to co ty sierściuchu - powiedział mierząc Alfę wzrokiem.
Mężczyzna trząsł się ze złości. Izzy złapała go za ramię i po prostu wepchnęła do pokoju z którego wcześniej wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Usłyszałem jeszcze śmiech. Naprawdę szalony. Aki mnie lekko przerażał. Zwłaszcza, że miał czarne oczy i te włosy tego samego koloru. I jeszcze ta jego skóra, biała jak papier, i to spojrzenie, jakby widział twoją duszę, i uśmiech, ironiczny, wredny, taki jakim ludzi obdarza morderca albo pedofil. Skręciłem w prawy korytarz i wpadłem zamyślony na ognistowłosą dziewczynę. Uśmiechnęła się do mnie odwracając w moją stronę. Machnęła ręką na pielęgniarza, z którym wcześniej rozmawiała. Skinął głową, odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Przepraszam - bąknąłem.
- Nic się nie stało - zaśmiał się znajomy mi głos.
Podniosłem wzrok i spostrzegłem Glorię. Uśmiechała się. Przyciskała do piersi ze dwadzieścia akt.
- Co u ciebie, słodziutki?
- Nic - rzuciłem w roztargnieniu - Co tu robisz?
- Jestem... Jakby to powiedzieć? Dyrektorem?
Otworzyłem usta i po chwili je zamknąłem. Przeczesałem włosy ręką.
- Serio?
Zaśmiała się tylko w odpowiedzi i wzruszyła ramionami.
- Wciąż to nosisz? - spytała wskazując głową na małego wilczka na skórzanym łańcuszku.
Zmarszczyłem brwi.
- Przywiązałem się - mruknąłem zaciskając na nim dłoń.
Z jej ust spłynął uśmiech. Wpatrywała się w moją rękę, a właściwie w sygnet, który dostałem na urodziny.
- Skąd to masz?
- Dostałem na urodziny. Właściwie nawet nie wiem od kogo.
- Chodź - mruknęła tylko, odwracając się i szybkim, wręcz zdenerwowanym krokiem ruszyła przed siebie.
- Wolniej, nie nadążam na kulach - jęknąłem kiedy mijaliśmy już piąty korytarz z kolei.
- Już prawie jesteśmy - mruknęła przez ramię dając akta jakiejś kobiecie w bieli - Do mojego biura - mruknęła do niej - Dziewczyna skinęła głową i odeszła.
Gloria zatrzymała się gwałtownie, tak że prawie na nią wpadłem. Pchnęła drzwi do któregoś z pokoi, których tu było pełno. Wszystkie takie same, tylko z różnymi domownikami.
- Ten jest twój - mruknęła - tam są twoje torby - weszła do środka wskazując róg małego pokoju - A tu łazienka - otworzyła drzwi i wskazała je królewskim ruchem - Zapraszam.
Wszedłem do niewielkiego pomieszczenie z toaletą, prysznicem umywalką i lustrem. Oparłem kule o ścianę. Stanąłem przed lustrem i spojrzałam w swoje odbicie. Stanęła z boku.
- Dobrze wyglądasz, jak na kogoś kto był na tyle zmęczony że przespał ostatni tydzień, nie uważasz?
wzruszyłem ramionami.
- Zdejmij - mruknęła.
Ściągnąłem powoli sygnet wciąż patrząc się w swoje odbicie. Czar prysł. Spojrzałam na wychudzonego, zmęczonego człowieka. Miał zapadnięte policzki, wory pod oczami, a skórę szarą. A najciekawsze było to, że moje oczy świeciły na niebiesko. Poczułem się nagle bardzo słabo. Złapałem się umywalki, aby nie upaść.
- To tak zwany pierścień Bogów - okrywa gęstą warstwą iluzji wszystkie oznaki zmęczenia, blizny czy rany. Tylko wprawne oko może zauważyć że coś jest nie tak.
Wciąż wpatrywałem się w swoje oczy. Z jednego z nich zaczęła stróżką spływać krew. Podniosłem dłoń do oka i zatoczyłem się do tyły. Oparłem się o kabinę od prysznica i osunąłem się po niej w dół.
- Co do cholery? - spytała dziewczyna - Zabierz ręce - mruknęła kucając przy mnie i dotykając mojego policzka - Bierzesz jakieś tabletki? - spytała nagle, marszcząc czoło.
- Tak nassane i uspokajające.
Zaklęła, wybiegając z pokoju, po chwili wróciła trzymając coś w dłoni, coś przypominające rózgę.
Wzdrygnąłem się.
- Spokojnie - mruknęła. Przytknęła patyczek do mojej powieki i zaklęła w jakim nieznanym mi języku - Nie ta - warknęła do siebie.
Usłyszałem ciężki oddech z tyłu jej. Odwróciła się i spostrzegła wielkiego czarnego wilka trzymającego w zębach jakiś cienki szklany patyczek.
-Dzięki - mruknęła - Zamknij oczy.
Poczułem jak coś zimnego dotyka moich powiek. Przez chwilę kreśliła jakieś znaki.
- Nie otwieraj - mruknęła pomagając mi się podnieść i prowadząc mnie gdzieś. - Połóż się mruknęła .
Okryła mnie kołdrą. Złapała mnie za rękę i nakreśliła na niej runę.
- Idź spać, jutro wytłumaczę. Pilnuj go - zwróciła się do kogoś, jednak nie usłyszałem już odpowiedzi, bo zapadłem się w krainę Morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy