Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

16.12.13

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 8

Czasami myślimy, że najtrudniejsze mamy już za sobą... Czy zawsze musi się okazywać, że to dopiero początek? Problemy i jeszcze więcej... Dodaję notkę z myślą, że dosyć jest ciekawą :)

*enjoy!



Szpital, szpital, szpital... Nienawidzę szpitali. Może dlatego, że kojarzą mi się z moją matką? W dzieciństwie, często ją odwiedzaliśmy. A w szczególności ja i Katrin, często zastawałem przy niej Izzy. Czytałem jej książki, opowiadałem różne historie i to co działo się u nas w domu. Mówiłem jej różne dowcipy i zabawne rzeczy, z których sam się śmiałem, a ona? Ona tylko patrzyła swoimi wyblakłymi wielkimi oczami na mnie z odrazą, jakbym był  czymś co trzeba tępić, co trzeba było zabić zaraz po narodzeniu. Prawie nigdy się nie odzywała. Z lekko rozwartymi ustami, słuchała i poruszała się na tyle ile pozwalały jej łańcuchy przytwierdzające ją do łóżka. Kiedy była jeszcze w domu, przed odejściem ojca, pamiętam, że była piękną, miłą i kochającą matką. Śpiewała nam piosenki na dobranoc i całowała w czoła.
Kiedyś wystraszyłem się burzy, a w domu nie było światła, więc po ciemku zawędrowałem do biblioteki, aby się schronić w małym składziku na stare zwoje. Była wtedy w ciąży. Siedziała na parapecie. Spostrzegła mnie i przywołała do siebie. Spytała co się stało. Cicho odpowiedziałem jej, że w pokoju są zmarli i że burza ich obudziła. To była prawda ja widziałem tam zmarłych. Uśmiechnęła się do mnie, wzięła na ręce, posadziła sobie na kolanach i przytuliła. To moje jedyne tak dobrze zapamiętane wspomnienie. Pamiętam jak dziś, że nie powiedziała mi, że nikogo tam nie ma i żebym szedł spać. Ona powiedziała, że burza jest piękną rzeczą. Pokazała jak niebo za oknem rozświetlają pioruny. Powiedziała, że zmarli, nawet jeśli tam przebywają to wcale nie chcą mnie straszyć. "Oni po prostu przyglądają się życiu ludzi, temu co oni utracili, ale jeśli straszą, wystarczy je poprosić o odejście". Pozwoliła zostać przy sobie i usnąć. Teraz żałuję, że nie spytałem jej wtedy, czemu tam przebywała. Jedna rzecz nie zmieniła się od tamtego czasu. Rebeka wciąż była piękna, choć postradała zmysły, jej uroda pozostała.
Wciąż widzę jej szklane oczy, rozwarte usta... Księża urzędujący w tym szpitalu mieli na nią własne przezwisko. "Opętana" - mówili. Choć nie wykazywała żadnych oznak, że jej ciałem i umysłem zawładnął szatan. Nie reagowała na jakiekolwiek imię Boga, czy też modlitwy, nie reagowała na nic. Przed śmiercią Eir (jej najmłodsza siostra)  wydawała się słuchać, ale potem? Przestała w ogóle zwracać uwagi na to, że ktoś do niej przychodzi.  Kiedyś reagowała tylko na jedno słowo, a właściwie to imię. "Dżibril" - Gabriel. Jeden z archaniołów. Próbowaliśmy się oczywiście dowiedzieć o co chodzi. Wypytywaliśmy anioły i tych żyjących z rodziny matki i ojca, ale większość, a właściwie to wszyscy krewni ze strony ojca zmarli, tak samo jak i on, więc nasze nadzieje szybko wygasły. Teraz. Nie wiem jak jest teraz. Nie odwiedzałem jej od utraty pamięci. Nie wiem czemu. Może dlatego, że boję się zobaczyć ją po prawie dwóch latach? Może bałem się zobaczyć to co widziałem wcześniej. Choć prawie nie pamiętam co  było wcześniej. Nie chcę, abyście traktowali wszystko co mówię jako wspomnienia. Ja tylko staram się przypomnieć jak było. Ja nie do końca wiem czy wszystko co mówię jest prawdą. Niczego nie jestem pewien.

- AAAAAAAAleeeeeeeksandeeeeeer? - usłyszałem gdzieś obok.
Oderwałem wzrok od ognia i spojrzałem w tamtą stronę.
Matt. Siedział niedaleko z lekko zmrożonymi oczami. Uniosłem brwi w geście zapytania.
- Zastanawiałem się, jak długo zajmie ci skapnięcie się, że tu siedzę.
- Czego chcesz?
Uniósł brwi.
- Jaki niemiły - mruknął - Szpital, do którego jedziemy, jest oddalony o Bóg wie ile kilometrów, więc będziemy jechać około 5 godzin.
Uniosłem brwi.
- Jedziemy? - spytałem sarkastycznie.
- Mam tam paru dobrych przyjaciół, więc może jeszcze zniżkę dostaniesz, albo za free. Nie zrzędź.
- Jest coś jeszcze co chciałbyś wiedzieć?
- Miliony rzeczy.
Spojrzałem w stronę ognia i znów zapatrzyłem się. Patrzył się przez chwilę na mnie, a potem przysunął sobie krzesło i usiadł mi centralnie na widoku.
- Odpowiesz mi na kilka pytań i dam ci spokój.
Westchnąłem zniecierpliwiony.
- Co ci się śniło?
- Co?
- To nie jest jakieś trudne pytanie, wystarczy, że sobie przypomnisz i powiesz.
- Co jeśli ci nie powiem?
- To cię do tego zmuszę.
- Próbuj.
- Powiedz jak cię proszę.
- Nie.
- Powiedz.
- Nie.
- Proszę.
- Nadal nie.
Wydał dziwny odgłos przypominająca głośnie:
- Uhhhh... Będziemy tutaj siedzieć, aż mi powiesz.
- Precyzując ty będziesz siedział. Tak właściwie to po co ci to?
- Obudziłeś się, o mało się nie udusiłeś, od czego cię uratowałem - przypominam. - Czysta ludzka ciekawość. - Uśmiechnął się.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Nie wierzę w piekło.
Zamilkłem.
- Oj pomyśl ulży ci, a poza tym kiedyś parałem się w odczytywaniu snów.
Westchnąłem po raz kolejny dziś.
- Obiecujesz, że dasz mi potem spokój.
Skinął głową. Opowiedziałem mu po kurtce. Przez cały czas siedział ze zmarszczonym czołem, świdrując mnie oczami.
Skończyłem. Siedział w tej samej pozycji co jakieś 10 minut temu. Na fotelu na przeciwko, po turecku, z głową opartą na rękach, opartych na kolanach. Oczy miał zwrócone ku górze prosto w moje oczy.
Zamilkłem.
- Koniec - powiedziałem lekko zażenowany.
Chwila ciszy.
- Twoje oczy wcale nie są czarne - stwierdził - są granatowe.
Spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Podał mi lusterko.
- Zobacz.
One serio były granatowe. Potrząsnąłem głową.
- Nie ważne. I co sądzisz o tym śnie?
- Nic - mruknął.
- Co? Mówiłeś, że się znasz..
- Kłamałem - Uśmiechnął się.
- Łgarz.
Spojrzał na mnie. Byłem jednak tak samo zdziwiony jak on.
"Kłamca" - powtórzył głos z rozbawieniem.
 Zmrużył lekko oczy po czym spojrzał za mnie, a jego usta rozciągnęły się w nieodgadnionym, lekkim uśmiechu. Odwróciłem się.
Nieznajomy mężczyzna. Na oko około 26 lat. Siedział na parapecie. Z kapturem zarzuconym na głowę. Z pod niego wystawały ciemnogranatowe włosy. Oczy były szeroko otwarte i po brzegi wypełnione czarnym płynem. Jego sine wargi rozciągnięte były w uśmiechu. Na szyi miał zawieszoną maskę gazową. Wyglądała na bardzo stary egzemplarz. Miał na sobie skórzaną bluzę, jakieś poprzecierane, ciemne na oko jeansowe spodnie i stare buty wojskowe. Spojrzałem na jego dłonie. Były bardzo kościste, był chudy i to strasznie. Pod oczami znajdowały się cienie, jakby nie sypiał dobrze od tygodnia.
"Twój chłopak cię oszukuje. Za każdym razem kiedy otwiera usta" - Zdałem sobie sprawę, że słyszę go, ale on nie otwiera ust. Miał je przez cały czas zamknięte.
- Nie jest moim chłopakiem - usłyszałem swój głos. Dochodził jakby z oddali i był bardzo zimny.
Uśmiechnął się paskudnie.
"Trafiła kosa na kamień"
- Kim ty w ogóle jesteś, bo wątpię aby cię ktoś tu zapraszał.
"Zdziwiłbyś się" - usłyszałem, a jego oczy pociemniały.
Stanął na parapecie, założył maskę gazową, zasalutował i wyskoczył przez okno. Wstałem i wyjrzałem przez nie. Jednak chłopak rozpłynął się w powietrzu. Matt wstał, uśmiechając się.
- Czemu kłamiesz? - spytałem.
- Skąd pomysł, że kłamię?
- On tak mówił.
- Mówił też, że się we mnie kochasz.
Zamilkłem. Uśmiechnął się.
- Odpowiedz sobie na uczucia, a dowiesz się odpowiedzi na swoje pytanie.
I tyle. Wyszedł. Zapatrzyłem się w ogień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy