Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

15.11.13

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 7

Była długa przerwa techniczna, spowodowana problemami rodzinnymi i właśnie z tego powodu wzięłam urlop, o którym kochana Kaminaka zapewne zapomniała wspomnieć. Teraz wreszcie wracam, a razem ze mną rozdział 7. I tak wiem notka mi wyszła na niskim poziomie i nic się właściwie nie dzieje, ale w bliskiej przyszłości postaram się Was ósemką zainteresować...

*enjoy!


Siedział okrakiem na odwróconym krześle i opierał brodę na oparciu. Było dobrze po północy. Jego wzrok był zapatrzony przez okno, w dal. Nikt nigdy nie wiedział dlaczego patrzy w pustą przestrzeń. Można by uważać, że posiada złe wspomnienia, z którymi nie potrafi sobie poradzić, ale to byłaby nieprawda. Już nie rozróżniał złych wspomnień od tych dobrych. On po prostu dużo myślał, planował i burzył plany... Podniósł niespodziewanie głowę, jakby się obudził. Oprócz niego w pokoju leżał chłopak, 18-nastolatek. Spał już trzy dni. Zamrugał kilka razy, spojrzał na śpiącego i uśmiechnął się uroczo. Był to trochę krzywy uśmiech i nie należał do grupy tych doskonałych, którymi posługiwał się na co dzień, ale był prawdziwy, prywatny, zarezerwowany tylko dla nielicznych. Drzwi do pokoju otworzyły się z trzaskiem. Weszła przez nie kobieta. Była owinięta szczelnie kocem, a po podkrążonych oczach widać było, że nie spała przynajmniej dwa dni. Przystanęła koło łóżka, zmieniła kroplówkę chłopakowi, po czym pocałowała go w czoło. Odwróciła się na pięcie i podskoczyła przerażona widokiem białowłosego. Złapała się za serce, klnąc po cichu.
- Matt! - syknęła - Przestraszyłeś mnie! - chłopak podniósł głowę i uśmiechnął się zjadliwie.
- Myślałem, że mieszkając tu już od dłuższego czasu, nie będę pani obcy - mruknął cicho.
Przeciągnął się, wyginając się do tyłu. Kości w jego kręgosłupie zatrzeszczały kilka razy.
- Oj! Przecież wiesz, że jesteś dla mnie... Aleca, Lucka... Jesteś dla nas jak rodzina... Jak długo tu siedzisz?
- Od początku... Zabawne, że jeszcze, nikt z was się nie zorientował.
Podeszła do niego i pogłaskała go po policzku.
- Wyglądasz jak lalka w składzie porcelany. Powinieneś się przespać.
- Pani również - mrukną łapiąc ją za rękę - Nieprzespane noce nie służą kobietom w ciąży - zrobiła zdziwioną minę - Naprawdę... Niech pani się nie martwi... Zajmę się nim.
Westchnęła i rozczochrała chłopakowi włosy.
- Dziękuję - szepnęła.
Uśmiechnął się... sztucznie, nie miał w tej chwili ochoty na szczerość, z resztą nigdy nie miał.
Kobieta owinęła się bardziej kocem i wyszła z pokoju, zamykając drzwi. Mężczyzna westchnął, wstał i przeszedł się po pokoju. Zatrzymał się koło łóżka śpiącego. Spojrzał na niego. Chłopak otworzył oczy i poderwał się napełniając całe płuca powietrzem.
- Gdzie ja...? Po co...? Czekaj! - krzyczał, po czym z powrotem opadł na poduszki i spał dalej.
Białowłosy zaśmiał się. Wyraz jego twarzy zmieni się. Stał się bardziej tajemniczy, a jego oczy pociemniały.
- Jesteś niesamowity - mówił jakby do siebie.
Przez otwarte okno wleciał zimny wiatr, który rozwiał mu włosy. Spojrzał na chłopca znowu. Spał z lekkim uśmiechem na ustach. Jego czarne rzęsy rzucały cienie na blade policzki. Białowłosy przechylił głowę w bok, po czym odgarnął włosy z czoła śpiącego. Złapał marynarkę w dłoń i wyszedł przez okno, na coś co najprawdopodobniej miało być parapetem, ale było zbyt duże i stało się raczej balkonem. Usiadł i zapatrzył się w gwiazdy. Nie był sam. Była tam jeszcze jedna istota, którą każdy pomijał. Jedna istota, która trzymała chłopca przy życiu i nie pozwalała, aby śniły mu się koszmary. Jedna, która wtłaczała do głowy mężczyzny muzykę, pokazując mu w ten sposób, że nie jest sam.
Białowłosy potrząsnął głową.
- Czego chcę? - spytał - Dobre pytanie... Chciałbym cofnąć czas... Naprawić błędy, ale kto nie chce?... A z takich bardziej osiągalnych rzeczy to ciszę.
I zapanowała cisza, nie słyszał już muzyki, tylko szumiące drzewa. Wielki księżyc świecił jasno na niebie. Położył się i przymknął oczy, ale nie usnął...

***
Na początku było dobrze. Był tam wspaniały świat. Taki piękny, jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Z chęcią poznawałem nowe miejsce. Było miasto otoczone lasem, a za nim pola i łąki. Miasto było kolorowe, ale najlepiej wyglądało w nocy.  Las był taką jakby przegrodą między miastem a łąkami. Łąki były uosobieniem prawdziwego spokoju. Tam było naprawdę wspaniale. Ja czułem się tam wspaniale... Ale potem wszystko się zmieniło. To wszystko powierzchownie idealne, miało jedną wielką wadę, było to takie samotne, ja byłem tam samotny. Pod koniec było najgorzej. To wszystko było takie puste. Ale znalazłem drugą istotę taką jak ja, ona przeniosła mnie do innego świata. Ale tan świat nie był wcale lepszy...

Ona się dusiła, a ja tylko patrzyłem. Patrzyłem jak wchodzi do wody, wypuszcza powietrze i zanurza się i nabiera wody do ust i nosa. Ona się dusiła. Patrzyłem jak walczy, a potem poczułem, jak bardzo chcę jej pomóc i popełniłem największe głupstwo z możliwych. Wszedłem do wody uśmiechnąłem się zanurzając. Spojrzałem w jej już martwe zielone oczy. Wyciągała do mnie ręce, splotłem jej palce z moimi. Poczułem jak się duszę i próbowałem wypłynąć na powietrze, odbić się od dna, ale ona trzymała zbyt mocno. Walczyłem młócąc wodę nogami. Kolor jej oczu zmienił się na czarny. Uśmiechnęłam się złośliwie. A ja traciłem siły. Czułem ból, tak jakby miały mi wybuchnąć płuca...
I wtedy się obudziłem. Podniosłem się, próbując złapać oddech. Ktoś zmusił mnie do siadu, a potem do włożenia głowy między kolana. Krztusząc się wyplułem wodę z ust i gardła .Nabrałem powietrza i wypuściłem. Powtórzyłem tą czynność kilka razy. Zacząłem kasłać i krztusić się. Podniosłem się do siadu, oparłem plecami o poduszki i z trudem podkuliłem nogi. Nie czułem ich, ledwo co byłem w stanie nimi poruszać. Otworzyłem oczy. Spojrzałem na Matta. Uśmiechnął się do mnie lekko, po czym przysiadł na krawędzi łóżka. Oddychałem nierówno.
- Czy to się kiedyś skończy? - spytałem ochryple.
- Tak sądzę - odarł po chwili.
- Chyba po raz piąty uratowałeś mi życie - zaśmiałem się.
- Zakład, że będzie tego więcej? - spytał rozbawiony.
Odgarnął mi grzywkę z oczu. Przekrzywił śmiesznie głowę. Zamrugałem kilka razy, rozejrzałem się. Byłem we własnym pokoju, byłem we własnym łóżku. Byłem podłączony do kroplówki?
- Lepiej nie pytaj... - mruknął tylko.
Próbowałem poruszyć nogami, ale tylko poczułem dziwny ból. Zdziwiłem się. Zauważył to, wstał i pomógł mi się ułożyć.
- Nie wiedzą czemu niedowład - powiedział - Idę powiedzieć dzieciaczkom, że się obudziłeś, żeby zadzwonili po lekarza. A ty się stąd nie ruszaj - powiedział śmiejąc się.
Dopiero po chwili doszło do mnie o co mu chodziło.
- Bardzo śmieszne! - krzyknąłem i usłyszałem śmiech dobiegający z korytarza.

***

Durne światełko. Ono robiło to specjalnie! Specjalnie się rozmazuje. Po kilku dobrych minutach, podczas których usilnie starałem się skupić na tym niewielkim punkcie, pani doktor roześmiała się nie mogąc już wytrzymać.
- Co? - Spytałem urażony.
- Wybacz - uspokoiła się - Ale masz tak skupioną minę i opóźnioną reakcję, że zaczęłam się zastanawiać co ty bierzesz.
- Zaraz mu poprawimy reakcję - usłyszałem z tyłu głos Nika. - Przesunie się pani - mruknął.
Katrin posłała mi minę w stylu "Na prawdę nie wiem co wymyślił tym razem".
Zdążyłem odwrócić wzrok na mojego przyrodniego brata i zostałem przez niego ochlapany wiadrem wody. Włosy nalazły mi do oczu. Wyplułem resztkę wody i odgarnąłem grzywkę. Katrin wypowiedziała kilka przekleństw, a Nick zaczął się śmiać jak szalony. Luck złapał go za kark i wyprowadził z pokoju. Kinga, bo taki miała przydomek pani doktor wstała.
- Dobra, dam ci zastrzyk, potem się wysuszysz i przebierzesz i do szpitala na kilka dni. Musimy cię poobserwować.
- Cooo? Szpital? Ale... Ale czemu? - pytałem żałośnie.
Wzruszyła ramionami.
- Twój brat ma naprawdę dziwne poczucie humoru...
Zrobiła mi zastrzyk.
- Dobra zabierzcie go i wytrzyjcie, bo bardziej być mokry chyba już nie mógł...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy