Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

26.8.13

Piekło, które spoadło z Nieba_Rozdział 6.3

No więc kilka słów na początek... Przepraszam... wiem , że mam baaaaaardzo duże opóźnienia i przez prawie półtorej miesiąca nic nie dodawałam, cóż chciałabym się jakoś wytłumaczyć, ale nic nie przychodzi mi na myśl... Może trochę w siebie zwątpiłam i nie wiedziałam że ktoś w ogóle to czyta tak więc tylko dziękuje za ochrzanienie mnie , że nic nie dodaję i obiecuję się poprawić... Potrzebowałam trochę czasu dla siebie, żeby pobyć trochę sama, jedynie z muzyką, czystymi kartkami i ołówkami.... tak, więc...
Aleria dziękuję :) ten rozdział dedykuję tobie... 
Ps. Ta piła motorowa będzie mi się śniła po nocach... O.o

enjoy*



Uwielbiam szybką jazdę samochodem, to mnie odpręża i sprawia, że choć na chwilę odrywam się od rzeczywistości... Ale nie w tej chwili. Bo teraz choć gnam około 190km/h i to mi nie pomaga, a na dodatek stresuje się jak cholera. Nick siedzący obok mnie z przerażeniem patrzył na drogę i nerwowo zaciskał pas bezpieczeństwa.
- Boisz się? - spytałem najspokojniej w świecie, jakby to było normalne, że przekraczam maksymalną prędkość o jakieś 100km/h.
Spojrzał na mnie ze złością wypisaną na bardzo bladej teraz twarzy.
- Doskonale wiesz, że jak byłem mały miałem wypadek - wysyczał.
Spojrzałem na niego. Ach no przecież! Ma jeszcze po tym traumy.
- Patrz na drogę! - krzyknął spanikowany.
Odwróciłem szybko wzrok i cudem uniknąłem zderzenia z pieszym, który zaczął uciekać z przerażenia i się wywalił. Czułem na sobie wściekłe i zarazem spanikowane spojrzenie mojego przyrodniego brata. Uśmiechnąłem się pod nosem, choć w duchu okropnie bałem się o Kat. Starałem się nie zadręczać pytaniami typu : Co jeśli jest już za późno? Ale nie czułem tego dziwnego uczucia jakby cienka lina, po której idę się urywała. Tym się jedynie pocieszałem. Spojrzałem w bok i zahamowałem nagle zdzierając opony. Czułem coś znajomego. Zmrużyłem oczy i uśmiechnąłem się złowieszczo. Na ten widok Nick pobladł jeszcze bardziej i mocniej zacisnął pas. Zawróciłem i zahamowałem na parkingu przy pięknej willi.
- To tu. - mruknąłem otwierając drzwi.
Nick z ulgą odpiął pas i wytoczył się z samochodu. Zacisnąłem dłoń na rękojeści sztyletu. "Ichtruriel" - syknąłem zeskakując na ziemię. Gdy tylko moje stopy dotknęły podjazdu, poczułem to dziwne uczucie. Świat wokół mnie zawirował. Piękna willa na kilka sekund zmieniła się w palące się pobojowisko. Dobrze znany mi ból dał o sobie znać w postaci ostrego ukucia w skroniach, gdy tylko starałem się skupić na czymś wzrok. Pod żebrami znalazła sobie miejsce paląca gula, rosnąca z każdą chwilą. Ostrzeżenie. Oparłem się o samochód i zacisnąłem powieki. Po kilku głębokich oddechach uczucie zniknęło. Uśmiechnąłem się blado otwierając oczy i zatrzaskując drzwi. Obszedłem samochód dookoła znajdując Nicka. Siedział na ziemi i oddychał głęboko.
- Nagły atak paniki? - mruknąłem pomagając mu wstać.
- Chyba ulgi - wycedził - Nigdy więcej nigdzie z tobą nie jadę!
Wzruszyłem ramionami i objąłem go prawym.
- Jasne jeszcze będziesz błagał o podwózkę do tych swoich klubów.
- Spadaj! - powiedział odpychając mnie i wywracając oczami.
- Dobra - mruknąłem poważniejąc - Zobaczmy kto się porwał na naszą siostrę.
Ruszyliśmy w stronę domu.

Akcja rozegrała się wyjątkowo szybko i zbyt łatwo. Wyważyliśmy drzwi, wbiegliśmy do domu, zdążyliśmy na czas. Rzuciłem sztyletem akurat w tej chwili gdy mężczyzna pochylał się aby wbić kły w szyję mojej siostry. Jego wampirza spostrzegawczość kazała mu wykonać unik, gdy ostrze było o kilka centymetrów od jego głowy. Odskoczył jak oparzony od światła jakie dawała klinga miecza wbita w ścianę. Jego czarne oczy przez ułamek sekundy wyrażały zdziwienie, ale po chwili znów wydawały się zimnie obojętne. Nick wbiegł do pokoju i ruszył w stronę Kat. Była nieprzytomna, a raczej sparaliżowana. Wziął ją na ręce i wyniósł z mieszkania. Młody wampir przyglądał się temu wszystkiemu z kamiennym wyrazem twarzy. Przez krótką chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Parsknąłem śmiechem podchodząc do ściany i wyciągając sztylet. Położyłem go na stoliku.
- Porozmawiamy? - spytałem nonszalancko siadając w fotelu.
Sięgnąłem po filiżankę i dzbanek na stole. Nalałem sobie kawy i upiłem kilka łyków, po czym wszystko to wyplułem na podłogę. Skrzywiłem się brzydko.
- Słodzona... Ohyda - mruknąłem wycierając usta i odstawiając filiżankę - Jak można  to coś pić? Nigdy niczego nie słodzę, za to Nick wali cukier do wszystkiego... - skrzywiłem się po raz kolejny - No więc... - powiedziałem wskazując  ręką na fotel na przeciwko.
Nie skorzystał. Stał przez cały czas w tym samym miejscu.
- Powiedz mi mój, zimny przyjacielu... Chciałeś się zabić czy może ktoś cię wrobił? - spytałem spokojnie.
- Nie rozumiem czemu miałbym być wrobiony. Ta dziewczyna to Kali Ewerdenson. To morderczyni. Zabiła już około 20 osób. Miałem ją zlikwidować. - mówił przedłużając ostatnie sylaby słów.
Westchnąłem. Mówił prawdę. Na nadgarstku miał wypaloną dobrze mi znaną runę, co znaczyło, że przysięgał zabijać tych co zabijają bezbronnych i nigdy nie kłamać.
- Czyli zostałeś wrobiony - mruknąłem wstając, biorą do ręki sztylet i kierując się do drzwi.
- I tyle? - spytał zirytowany - Po to wyżarzyłeś mi drzwi rozbiłeś trzy okna i zrzuciłeś większość porcelanowych flakonów na podłogę, już nie mówię o tym, że twój przyjaciel rozwalił mi motocykl i kryształowe lustro... - powiedział, a jego prawie nie widoczne źrenice zwęziły się w złości.
Zaśmiałem się odwracając w jego stronę.
- Naprawdę? Sam mówił, żeby lustra nie dotykać bo pewnie jest drogie - powiedziałem z uśmiechem.
On jednak nie wyglądał na rozbawionego. Chciał wyjaśnień. Westchnąłem poważniejąc i opierając się o framugę drzwi.
- Dobra. Słuchaj czarnowłosy, przerośnięty nietoperzu - zmrużył oczy - Ta dziewczyna to nie żadna Kali, czy jak jej tam, ma na imię Kat, Katherine i nie jest jakimś pokręconym mordercą na zlecenie. Jest łowcą, co oznacza, że jej krew ma domieszkę krwi anioła. A skoro należysz do tego dziwnego stowarzyszenia, to powinieneś wiedzieć, że nawet najmniejsza ilość takiej krwi sprawia, że umierasz na miejscu. Czyli mówiąc prosto, żeby twój mały mózg zrozumiał, nie przejechałem 98km z prędkością 190km/h z chłopakiem, który ma traumy z dzieciństwa związane z szybką jazdą, tylko po moją kochaną młodszą siostrzyczkę, ale też, żeby uratować małego krwiopijcę przed zrobieniem czegoś, czego będzie żałował w piekle... Pasuje? - spytałem przez zęby kończąc ten długi monolog - A teraz wybacz mały głupi wam...
- Michael - powiedział przerywając mi.
Uniosłem brwi.
- Imię archanioła, co? Więc, do zobaczenia nigdy, Michaelu... - Uśmiechnąłem się, odwróciłem na pięcie i ruszyłem do wyjścia.
Wyszedłem na zewnątrz i ruszyłem do samochodu.
- Hej! - usłyszałem za sobą.
Uniosłem oczy z wyrzutem ku niebu i odwróciłem się.
- To paraliż, minie za pół godziny. Nic jej nie będzie. I przepraszam... - powiedział wychodząc przed dom.
- Cóż... Powiedziałbym, że przepraszam za wyrządzone szkody, ale nie żałuję więc... Po prostu żegnaj...
Otworzyłem drzwi do tylnych siedzeń i wsiadłem do środka. Leżała tam Kat. Nieprzytomna, z otwartymi ustami oddychała głęboko. Piękna. Nick opatulił ją kocami. Rzuciłem mu kluczyki.
- Prowadzisz - mruknąłem z niechęcią - Tylko nie jedź tak szybko jak ślimak... A i spróbuj mi rozwalić auto to ja osobiście rozwalę ci głowę - powiedziałem uśmiechając się złośliwie.
- Jasne - syknął wsiadając na miejsce kierowcy.
Położyłem sobie głowę dziewczyny na kolanach. Odgarnąłem jej grzywkę z oczu i uśmiechnąłem się. "Obudzisz się" - mruknąłem. Samochód wyjechał na drogę i ruszył przed siebie w noc.
Wampir stał jeszcze przez chwilę na dworze. Spojrzał ze smutkiem na swój rozwalony motocykl i westchnął.
- Nocni łowcy, wykorzystają każdą okazję, aby zdenerwować swoją potencjalną ofiarę - mruknął.
Po czym zapalił papierosa i wszedł do domu po leżących w wejściu drzwiach.

***
Leżała na łóżku, a jej krwiste włosy były rozsypane na śnieżnobiałych poduszkach. Jej długie czarne rzęsy, rzucały cienie na blade policzki. Siedziałem na krześle obok jej łóżka. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że puściłem ją samą. Starałem się nie zwracać uwagi na Nick'a, który wciąż wiercił się na krześle. W końcu nie wytrzymałem.
- Dupa cię boli czy co? - uniósł ręce w geście niewinności - Mógłbyś przestać? - warknąłem.
- Spokojnie, wystarczyłoby powiedzieć - mruknął.
Matt przyglądał się nam w ciszy, opierając się o szafę. Co jakiś czas patrzył ze znudzeniem na zegarek założony na jego nadgarstek, jakby na coś czekał, a potem błądził wzrokiem po całym pokoju, aż w końcu zostawiał go na oknie. Paraliż już minął, ale dziewczyna wciąż była nieprzytomna. Czekaliśmy w ciszy. W pokoju znajdował się jeszcze Luck, który co jakiś czas zmieniał zimną szmatkę lezącą na czole Kat.
Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, potem otworzyła powoli oczy i zamrugała powoli. Podniosła lewą rękę zrzuciła tkaninę ze swojej twarzy. Zgięła palce i rozprostowała je kilka razy, przyglądając się temu z uwagą, jakby była to najpiękniejsza rzecz w jej życiu. Zaśmiała się cicho. Lekko się podniosła i poprawiła poduszki, żeby móc na nas wszystkich spojrzeć. Przeniosłem wzrok z niej na Matta, który jako jedyny nie był zainteresowany zachowaniem dziewczyny. Spojrzał na zegarek, a potem na mnie, i na mnie patrzył już do końca. Ująłem dłoń Kat swoimi. Uśmiechnęła się do mnie. Nie wyglądała jakby przywrócono jej władze nad ciałem do końca, albo była po prostu zmęczona. Ledwo utrzymywała głowę w pionie.
- Jak się masz? - spytałem spokojnie.
- Może przeżyję - mruknęła rozśmieszona.
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem jeszcze raz na Matta. Nikt oprócz mnie nie wyrażał zainteresowania tym, że chłopak wciąż utrzymując ze mną kontakt wzrokowy, z lekkim uśmiechem na ustach, zdiął zegarek z ręki i po prostu wywalił go za okno. I wtedy poczułem napływającą do mnie złość. Najpierw w postaci wyrzutów do samego siebie, za to, że pozwoliłem Kat iść samej, potem do niej, że pytała, kiedy byłem pijany. To uczucie wzrastało we mnie, jakby zawsze gdzieś tam było, ale teraz się rozbudziło z pięciokrotnym powiększeniem.
- Może? - powtórzyłem ze złością jej ostatnie słowo - Może gdybyś nie poszła sama, albo w ogóle, to może nic by ci się nie stało.
- Może gdybyś mi nie pozwolił, to bym nie poszła - odparła.
- Mogłaś nie pytać kiedy byłem pijany.
- Mogłeś się tak nie upijać, to może byś to pamiętał.
Złość spaliła całą troskę i wszystkie inne uczucia, była jedynym uczuciem jakie teraz czułem. Puściłem jej dłoń. Wszystkie słowa jakie z siebie teraz wyrzucałem, jakby nie były moje, jakby w mojej głowie była druga osobowość. A ja bezwiednie powtarzałem słowa jakie mi podpowiadała.
- Wyobraź sobie, że gdyby nie jakaś cholerna wizja, która przyszła do mnie z bólem jakby ktoś walił mi w głowę młotem, to leżałabyś teraz na zimnej podłodze zaraz obok wampira, który nawet nie wiedziałby co się stało... Że gdybym nie przekroczył maksymalnej prędkości o jakieś 100km/h z Nickiem bardziej bladym, niż wtedy gdy odkrył swoich rodziców martwych w kałuży krwi - Nick podniósł gwałtownie na mnie głowę i zacisnął szczękę i pięści, tak mocno, że jego paznokcie prawie przebiły skórę na dłoniach - to teraz, zamiast siedzieć i czekać, aż się obudzisz, szykowalibyśmy ci trumnę! - ostatnie słowa wykrzyczałem.
Wszyscy patrzyli na mnie zdumieni, zdziwieni i zarazem przerażeni (oprócz Matta, on wydawał się być rozbawiony całą sytuacją). Wstałem gwałtownie z zaciśniętymi pięściami. Kręciło mi się w głowie. Słyszałem krew szumiącą w uszach i własne bicie serca. Chciałem wybiec z domu i biegać przez następne dwie godziny, aż zejdzie ze mnie całe powietrze, ale nie pozwolił mi na to ból. Najpierw uderzył do czoła. Nie zdążyłem zrobić kroku, jak zatoczyłem się do tyłu, łapiąc za skronie. Potem rozszedł się po całym ciele (ból) i zatrzymał się w klatce piersiowej, skutecznie utrudniając oddychanie. Złapałem się ramy łóżka. Ktoś powtarzał moje imię, ale nie wiedziałem kto. Po chwili straciłem panowanie nad ciałem i bezwładnie zwaliłem się na podłogę tracąc przytomność.

[Potem dowiedziałem się, że w ostatniej chwili złapał mnie Matt, ale kogo to obchodzi?]

1 komentarz:

Czytelnicy