Say Something to blog z opowiadaniami o tematyce slash/shōnen-ai. Znajdują się tutaj opowiadania autorskie, fanfiction z Naruto, Harry'ego Pottera i inne treści. Gry do bloga: 1, 2, 3, 4.

25.4.13

Piekło, które spadło z Nieba_Rozdział 1

Noooo... i mamy prezent pod choinkę :). Jej tak się cieszę, że się wyrobiłam. Mam spokój na następne 2 tygodnie... Jupi!!! Wszystkiego naj z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku!

*enjoy!

I znowu idzie wybierać między koszmarem, bezsenną nocą lub spokojnym, głębokim snem. No i co wybierzecie? To niesprawiedliwe, bo wyboru nie mam… Idziemy do Nicka… Po schodach w górę, a nie mamy windę, więc do góry dwa piętra. Przechodząc obok pokoju Kate dostałem czymś twardym w głowę (co było czerwonym biustonoszem, ale to szczegół). Jeszcze kilka kroków i pokój Nicka…
- Nick! - chłopak podniósł wzrok z nad książki, ze zdziwioną miną.
Siadłem  obok niego na łóżku.
- Co się stało, że przerywasz moją spokojną ciszę?
Rzuciłem w niego czarnym woreczkiem pełnym fioletowego proszku.
- Znowu? - spytał powoli.
- Przepraszam, że ostatnie dwa tygodnie, kiedy ciebie nie było… - uśmiechnął się zadowolony - nie spałem lub się poharatałem we śnie - syknąłem odsuwając rękaw czerwonej bluzy, ukazując głębokie rany.
Zacmokał z niezadowoleniem.
- Chodź…- mruknął niechętnie wstając z łóżka.
Zeszliśmy 2 piętra do kuchni, w której byłem wcześniej (w sumie zjechali). Rozsiadłem się na czarnym blacie, bacznie przyglądając się poczynaniom brata.
- Nie rozumiem, jak ty to robisz? Jak próbowałem, to wyszło mi coś co smakiem przypominało błoto, a wyglądem… nie powiem.
- No cóż... To zostanie moją słodką tajemnicą... - powiedział, zasłaniając sobą to, co robił.
Po chwili podał mi jeden kubek, drugi trzymał w ręce. Wywar pachniał wspaniale. Trochę korzenny, trochę waniliowy. Wypiłem od razu. Był pyszny. Nick sączył swój powoli.
- Mamy teraz 2 godziny. Idziemy do mnie...
Więc poszliśmy na górę. Do JEGO pokoju. A ON zamknął drzwi... Pchnął mnie na łóżko. Usiadł mi na biodrach. Przytrzymując mi ręce nad głową, pocałował mnie głęboko.
- Zabawimy się troszeczkę - powiedział wyjmując sereficki nóż z kieszeni spodni.


godzina później
Nóż zagłębiający się powoli w moim ciele. Ból, którego nigdy jeszcze nie czułem. Niedowierzanie, że własny brat właśnie zabija mnie żywcem. I krzyk, mój własny krzyk, który wybudza mnie ze snu.....
Jestem cały spocony. Przypięty kajdankami do łóżka. Metal kajdanek, zagłębia się w moje nadgarstki i kostki u nóg. 
Czy każdy mój dość miły sen musi zmienić się w koszmar? - pomyślałem zdezorientowany. Oddychałem głęboko, nierównomiernie i szybko. Podniosłem głowę i rozejrzałem się po pokoju. Michał siedział w kącie i czytał jakąś mangę, podniósł na mnie, swój iście obojętny wzrok. Nick siedział na krześle obok i przyglądał mi się z rozbawioną miną.
Głowa opadła mi na poduszki. Łapałem powietrze dużymi hałstami.
- Jednak potrafisz się drzeć... - powiedział Nick z uśmiechem na ustach - ale również, zabawne jest to że płakałeś i szeptałeś.
- Jezu, ile krwi - zniesmaczył się Michał z obojętną miną.
Do pokoju wszedł Luck. Z jakimś parującym wywarem w kubku.
- Już nie śpisz? Przyniosłem lek, na uspokojenie... - i rozpiął mi kajdanki.
Szybko zerwałem się z łóżka. Byłem głodny, burczało mi w brzuchu. Usiadł obok mnie i podał mi gorącą szklankę. Piłem szybko, nie zważając na to, że poparzę sobie język.
- Jak się czujesz? - spytał niepewnie.
- Wspaniale - odpowiedziałem sarkastycznie - Musicie mi kupić nowe kajdanki. Te ścierają mi skórę do kości.
Przyglądał się moim rękom przez chwilę. Podałem mu pusty kubek. Wyciągną apteczkę spod łóżka i zajął się moimi kończynami. Przetarł je wodą utlenioną i zawiązał bandaże, w miejscach gdzie wcześniej były żelazne kajdany.
- Chcesz opowiedzieć co  ci się śniło? - spytał  niepewnie.
- Nie - odpowiedziałem lakonicznie.
Założyłem rękawiczki do łokci, naciągnąłem spodnie na bandaże i wyszedłem z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Poszedłem do kuchni, wziąłem coś do jedzenia, tabletki i poszedłem do mojego pokoju. Ach, wreszcie w spokoju mogę pomyśleć. Zjadłem, napiłem się, wziąłem tabletki i położyłem się na jakże wygodnym, moim własnym łóżku. Trzy puknięcia wyrwały mnie z zamyślenia - Kat.
 - Hej, jak się masz? - spytała uprzejmie.
Westchnąłem głęboko.
- Może być, przeżyje - uśmiechnąłem się lekko.
- To choć na obiad, bo Barbara się wkurwi.
Wstałem z łózka i wyszedłem z pokoju. Weszła do windy, zaczekała aż wsiądę. Nacisnęła przycisk PARTER i zjechaliśmy na dół. Weszliśmy do jadalni i zajęliśmy miejsca. Wzięliśmy się za kurczaka. Był niezły jak na kuchnie Katherine, był pyszny.
I wszystko by było dobrze gdyby nie ten cholerny dzwonek do drzwi. Wszyscy spojrzeli na mnie, oprócz Michała który zajęty był rozmową z powietrzem siedzącym obok niego. Szkoda chłopaka... Rzuciłem mojej rodzinie gniewne spojrzenie, że karzą otwierać drzwi właśnie mi i wyszedłem z jadalni.
Otworzyłem drzwi i spojrzałem na przybysza opartego o ich framugę. Na mojej twarzy była w tej samej chwili masa uczuć. Zdziwienie zmieszane z strachem, spokojem, zachwyceniem jego pięknem, zawstydzeniem, aż w końcu złością na samego siebie.

Był piękny. Miał krótkie białe włosy, postawione na żel. Były lekko przyprószone kurzem i ziemią, najwyraźniej po walce. Miał bardzo bladą skórę, pozaznaczaną w wielu miejscach sińcami i licznymi rozcięciami. Jego migdałowe oczy w tej chwili utkwione były we mnie i krytycznie oceniały moją osobę. Jego koszula była rozdarta z przodu i w wielu miejscach postrzępiona. Ukazywała wręcz białą klatkę piersiową, naznaczoną licznymi szkarłatno-niebieskimi zadrapaniami. Spodnie umorusane były zaschniętym błotem, trawą, ziemią, czarną posoką i czerwoną oraz srebrną krwią. Miał na nogach ciężkie buty bojowe. Twarz miał delikatną, spokojną i w wielu miejscach porozcinaną. Biła od niego lekko mroczna, tajemnicza jak i uspokajająca aura.
- Hej... - pomachał mi ręką przed twarzą, spojrzałem mu w oczy nieobecnym wzrokiem, był mojego wzrostu - Pytałem, czy mogę tu trochę zostać? - mówił spokojnym, głębokim tonem.
- To instytut. Jasne, zatrzymują tu się różni ludzie.
- Miło - uśmiechną się miło do mnie, wyciągną rękę - Jestem Matt.
Uścisnąłem mu dłoń. Była twarda i dość chuda.
- Alexander. Mów mi Alec.
- Masz zamiar mnie wpuścić? - spytał rozbawiony.
- Jasne... - przepuściłem go obok. Przewiesił swój plecak przez ramię i wszedł do domu. Zamknąłem za nim drzwi i włożyłem ręce do kieszeni.
Poprowadziłem go do kuchni, aby się ze wszystkimi przywitał i przedstawił, a potem do pokojów na górze, aby miał wybór. Usiadł na łóżku. Był zmęczony, bardzo zmęczony. Twarz miał teraz szarą, bez wyrazu.
- Dobrze się czujesz? - spytałem niepewnie.
- Hm? A tak. Zamyśliłem się na chwilę.
- Okey... Jakby co, to jestem w pokoju na przeciwko - mruknąłem powoli i wyszedłem.
Nie miałem ochoty już jeść. Klapnąłem na łóżko. Wyjąłem rysownik spod niego i wziąłem się za rysowanie. Po 30 minutach z rysunku pełnym kresek i przeróżnych figur geometrycznych, zaczęła wyłaniać się postać stojąca nad drugą i celująca w nią, leżącą na podłodze, pistoletem....
- Ładne... - o mało co nie zszedłem na zawał - O przestraszyłem  cię?  (Tak!, szepcząc mi do ucha!)
Szybko się ogarnąłem i schowałem rysownik pod łóżko.
- Nie, tak. Nic się nie stało - odchrząknąłem - o co chodzi?
Spojrzałem na niego i... mnie zamurowało. Stał tutaj, jak gdyby nigdy nic w samych spodniach(już czystych) i ręcznikiem przewieszonym przez kark. Miał bardzo bladą skórę klatki piersiowej, a jednocześnie bardzo umięśniony tors. Jego lekko mokre włosy były rozczochrane i stały się jeszcze bardziej białe niż wcześniej. Teraz kolorem przypominały dopiero co opadnięty śnieg. Nadawały mu wygląd zbuntowanego nastolatka.
- Farbujesz włosy? - wypaliłem bez zastanowienia.
- Nie... Mam naturalnie białe. Chciałem spytać gdzie jest biblioteka?
- A okey. Zaprowadzę cię.
Wstałem obojętnie i zacząłem powoli iść przed siebie. Zaszedł jeszcze do swojego pokoju po koszulę i szliśmy na dół. Po kolei pokazywałem mu gdzie co jest. Aż wreszcie doszliśmy do biblioteki.
- To tu - otworzyłem przed nim drzwi.
- Dzięki - uśmiechnął się lekko, wziął książkę i rozwalił się na kanapie.
Wyszedłem z pokoju i poszedłem do swojej sypialni. Padłem na  łóżko i usnąłem nie biorąc tabletek. Co zapewne przyniesie okropne skutki, ale w... to mam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy